czwartek, 26 maja 2016

Prezent na Dzień Matki

Był początek maja. Siedziałam z dziewczynami pod blokiem, bo znudziło nam się granie w gumę. Było późne popołudnie, z nieba lał się żar, gdzieś w oddali grzmiało, zbierało się na burzę. Prawie cały dzień spędziłam na dworze i w sumie chciało mi się już do domu, ale potulnie czekałam. Dostałam przykaz, by nie pojawiać się w domu dopóki mama mnie nie zawoła. Zadzierałam więc głowę i z utęsknieniem spoglądałam w okna na czwartym piętrze, wypatrując w nich głowy mamy. Bez wezwania nie śmiałam iść do domu. Nie chciałam tego zepsuć, ani JEJ ani sobie…



Błysnęło, zagrzmiało, huknęło i lunęło, i w tym momencie z otwartego okna na czwartym piętrze wychyliła się głowa mamy.
- Możesz już przyjść! – krzyknęła i schowała się do pokoju.
Weszłam do klatki, a potem schodami do góry. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi mama.
- Chodź, już gotowe – powiedziała, a ja bez słowa ruszyłam za nią do pokoju.
Weszłam i…
...zaparło mi dech w piersiach.
Przed sobą miałam najpiękniejszy pokój na świecie! Mój pierwszy, nie dzielony z bratem,  pokój! Pokój, który własnymi rękami, w całości, z kładzeniem tapet włącznie, zrobiła dla mnie mama. W pokoju były pierwsze poważne, a nie dziecinne meble, to znaczy meble z pokoju rodziców, które mama za pomocą okleiny meblowej zmieniła na bardziej dziewczęce. Ściany były pokryte białą tapetą w bukieciki róż – cudowną i idealnie korespondującą z moim ówczesnym nastrojem (zaczytywałam się wtedy w „Ani z Zielonego Wzgórza”). W oknach wisiały nowe, uszyte przez mamę zasłonki i firanki. Na półkach równiutko poustawiane stały wszystkie moje bibeloty (kochałam się w bibelotach). I było pięknie. Po prostu najpiękniej na świecie.
- I co, podoba ci się? – zapytała mama.
Pokiwałam głową, bo gula w gardle nie pozwalała mi mówić.
Do dziś gdy to sobie przypominam, czuję dziwne wzruszenie…

                                                                           ***

Kilka lat później. Jestem już nastolatką. Środek upalnego lata. Wracam z wakacji do domu. Staję przed furtką i naciskam dzwonek domofonu. Otwierają mi rodzice. Razem! Mają dziwne miny. Zaczynam czuć niepokój.
- Coś się stało? – pytam.
- Musisz to zobaczyć – oznajmia moja mama z powagą.
- Stało się. Chodź – dopowiada mój tata z równie poważną miną.
Idę za nimi, nie wiedząc co mam myśleć.
Wchodzimy na drugie piętro.
Rodzice otwierają przede mną drzwi pokoju.
Mojego pokoju.
I…o rany mam czarne meble!!! O rany!!!
- Mam czarne meble – dukam ze ściśniętym gardłem.
- Mama malowała – mówi z dumą tata. – Ja trochę też, ale głównie mama.
- Najpierw chcieliśmy tu zrobić naszą sypialnię, ale pomyśleliśmy, że my sobie na sypialnię weźmiemy ten mniejszy pokój, a tobie damy ten - z balkonem, nam okno w sypialni wystarczy – informuje mnie tata.
Patrzę na balkon, na czarne meble, na stół i fotele kontiki, i myślę, że nie, tego się nie spodziewałam.  Przecież dopiero wprowadziliśmy się do domu, gdy wyjeżdżałam na wakacje cała nasza czwórka spała w jednym, jedynym w miarę urządzonym pokoju, a reszta pomieszczeń była w remoncie. Jak oni to zrobili? Jak tego dokonali? Kiedy urządzili mój pokój? – dziwię się. Podchodzę do mebli i gładzę ich powierzchnię. Te czarne meble (przemalowane ze zwykłych brązowych) wyglądały jak z katalogu. Cały ten pokój wyglądał jak z katalogu. 
- I co, podoba ci się? – dopytuje tata, a mama nic nie mówi, tylko stoi i się uśmiecha. Spoglądam na jej dłonie. Pomalowane, jak zawsze na czerwono, paznokcie nie zdradzają, że dopiero co babrała się w czarnej farbie, żebym miała pokój, nie dziecka, nie dziewczyny, ale nastolatki, pokój nastolatki z czarnymi meblami.
 - Dziękuję - dukam, bo gula w gardle nie pozwala mi powiedzieć nic więcej. 

                                                                             ***

Piękny słoneczny wrzesień. Jestem już dorosła. Wysiadłyśmy z pociągu i idziemy z mamą ulicami Poznania. Objuczone jak wielbłądy, budzimy powszechne zainteresowanie. Mama w jednej ręce trzyma torbę podróżną, w drugiej plastikowe wiaderko, z którego wystają szerokie pędzle do kleju i kilka szmat podłogowych plus kilka mniejszych ściereczek. Ja przez ramię przerzuconą mam swoją torbę podróżną, w ręce dzielnie niosę kilkukilogramową pakę kleju do tapet, w drugiej mam torbę z wystającymi rolkami tapety winylowej. Docieramy do miejsca przeznaczenia. Otwieram torebkę i wyjmuję z niej klucze. Otwieram drzwi i puszczam mamę przodem. Wchodzimy do mojego pierwszego mieszkania. W środku czuć nowe mury, pachnie tynkiem i farbą. Jeszcze się na dobre nie wprowadziłam, wszędzie jeszcze pełna prowizorka – w kuchni czajnik bezprzewodowy, w pokoju trzy taborety z czego jeden robi za stolik, do spania skrzypiąca polówka i tyle. Robimy sobie herbatę, a potem… przez kilka dobrych godzin tapetujemy łazienkę. Moją łazienkę. Mama i ja.

                                                                         ***  

Dziś gdy mama do mnie przyjeżdża, rozgląda się po mieszkaniu i z mieszaniną zdziwienia i podziwu mówi:
- O?! Znowu coś przemalowaliście! O?! Znowu coś przestawiliście! Tu było inaczej i tu też było inaczej.
A potem chodzi, dotyka ścian i mebli, i mówi:
- Ty to tak ładnie umiesz wszystko zrobić, ja nie wiem czy bym tak umiała…

WSZYSTKO co umiem MAMO, umiem dzięki TOBIE.   

„Sztuka dawania podarunku polega na tym, aby ofiarować coś, czego nie można kupić w żadnym sklepie”  (Alan Alexander Milne)
 
Dziękuję mamo…
Dziękuję!



Do zrobienia obrazka dla Mamy potrzebowałam:
- swojego zdjęcia z profilu
- ramki
- trzech kolorowych kartoników:
* jednego w rozmiarze okienka w ramce (biały w czarne kropki)
* drugiego do odrysowania swojego profilu (czarny)
* trzeciego do odrysowania chmurki, w którą wkleiłam napis (czerwony)
- wydrukowanego napisu: Dziękuję Mamo
- kleju
- nożyczek



Po znalezieniu zdjęcia z profilu (co wcale nie było proste i już istniała obawa, że będę musiała się fotografować, czego szczerze nie znoszę) zeskanowałam je. Zanim wydrukowałam zdjęcie powiększyłam je w programie graficznym, by po wycięciu profil nie był za mały w stosunku do całego obrazka. Wydrukowałam zdjęcie, wycięłam swój profil i odrysowałam go na czarnym kartoniku. Na czerwonym kartoniku narysowałam chmurkę, w którą wkleję napis "Dziękuję".  




Wycięłam profil i chmurkę.


Nakleiłam napis na chmurkę.


Chmurkę i profil nakleiłam na kartonik w kropki.


Kartonik włożyłam w ramkę.



Oczywiście możecie poprzestać na etapie naklejenia profilu i chmurki na ozdobny kartonik - tym sposobem powstanie okolicznościowa kartka na Dzień Matki. 

Dziś Dzień Matki - nie zapomnijcie podziękować swoim mamom za wszystkie piękne chwile i za to, że dzięki nim jesteście kim jesteście:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz