sobota, 17 czerwca 2017

Prl-owskie drzwi - druga odsłona

Nie jestem sentymentalna, ale te drzwi, budzą we mnie sentyment. Przypominają mi stare, dobre czasy gdy jako dziewczynka mieszkałam z rodzicami w bloku i w naszym mieszkaniu były właśnie takie drzwi. A ja bardzo lubiłam tamto mieszkanie... Kiedy więc kilka miesięcy temu kupiliśmy z mężem mieszkanie, które remontujemy i zobaczyłam TE drzwi, całą sobą poczułam, że nie chcę się ich pozbyć. Chcę je ocalić. Stare, PRL-owskie drzwi, które normalni ludzie przy okazji remontu w pierwszej kolejności wrzucają do kontenera. Ale nie ja! Ja chciałam je zostawić! Bo już, już za chwilę zyskają rangę zabytkowych i będą na wagę złota:) I jeszcze dlatego, że ich widok uruchamia we mnie kawałek szczęśliwych wspomnień z beztroskich, szczenięcych lat...



Drzwi były w fatalnym stanie - farba odchodziła, szyba się ruszała, a zamek nie działał, co oznaczało tyle, że drzwi się nie zamykały. Nie miały zresztą jak się zamykać bo nie miały klamki, tylko pół klamki wiszącej chybotliwie na samotnym gwoździu. Nie mam niestety dokumentacji fotograficznej owej klamki, bo od razu pierwszego dnia pojechaliśmy do sklepu kupić nową, którą założyliśmy na starych drzwiach, żeby móc je zamykać - w końcu, w czasie remontu możliwość zamykania drzwi do poszczególnych pomieszczeń to podstawa (kurz, pył, brud, zapach farb i lakierów - wiecie o co chodzi...). Stare drzwi z nową klamką prezentowały się tak, jak na zdjęciu poniżej. No prawie tak - miały jeszcze na szybie całą masę naklejek z wizerunkami misiów, motylków, elfów, samochodzików i serduszek WOŚP z ostatnich kilku ładnych lat. Nie wiem jakiego kleju używa się obecnie do produkowania naklejek, ale uwierzcie mi - usunięcie tego z szyby (dwie naklejki trzymały się dzielnie prawie do samego końca) było większym wyzwaniem i zajęło mi więcej czasu niż późniejsze zeszlifowanie i pomalowanie drzwi.



Kiedy uporałam się z szybą, poszło z górki. Drzwi należało porządnie umyć, potem przetrzeć papierem ściernym i można było malować. Nie chcę dublować tego, o czym już wcześniej pisałam na blogu, dlatego jeśli jesteście ciekawi przebiegu prac związanych z odnawianiem drzwi zapraszam do lektury posta o drzwiach kuchennych, do którego link macie tu

Drzwi pomalowałam szarą farbą, a obwódkę wokół szyby - czarną. Dodatkowo przestrzeń między szybą a listwą (były tam widoczne szpary, co sprawiało, że szyba delikatnie ruszała się przy otwieraniu i zamykaniu drzwi) uzupełniłam czarnym silikonem.


Mój mąż wymienił w drzwiach zamek i na powrót założyliśmy kupioną już wcześniej czarną klamkę (na czas malowania została zdjęta). Kiedy wybraliśmy się do sklepu po klamkę zależało nam na takiej, która będzie czarna, dość masywna i stylizowana na starą. Jako że od wielu lat żadnej klamki nie kupowaliśmy, a tego typu klamki (czarne, masywne, stare), we wnętrzach często widywaliśmy na zdjęciach (głównie na Pintereście) byliśmy przekonani, że kupno takiej klamki to nic prostszego - w końcu skądś ludzie je biorą. I jakie było nasze zdziwienie gdy okazało się, że w markecie budowlanym w dziale z klamkami do drzwi wewnętrznych żadnej czarnej, masywnej, stylizowanej na starą nie ma:(
Była za to - w dziale z okuciami i elementami do bram i płotów:) i nosiła wdzięczną nazwę "klamki bramkowej". 


Na koniec jeszcze nakleiłam na szybę kawałek folii tablicowej, po której będziemy mogli pisać kredą - na przykład każdego dnia życzyć sobie dobrego dnia:)



Drzwi zostały ocalone:). A ja uśmiecham się gdy na nie patrzę i cieszę się, że je mam...:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz