środa, 19 lipca 2017

Wszędzie złoto czyli obrazek z tacy DIY

Tacę wygrzebałam w rupieciarni mojej mamy przy okazji wielkich porządków. A przy okazji porządków w rupieciarniach - wiadomo - zawsze znajdzie się jakieś skarby.
- Mogę? - zapytałam, wskazując na zardzewiały kawałek metalu.
- Bierz jak chcesz, może coś z niej zrobisz - odparła  mama.
No to wzięłam.



Po czym taca na dwa lata wylądowała w mojej piwnicy, bo nie miałam na nią pomysłu. To znaczy miałam, duuuużo pomysłów, ale jakoś żaden nie doczekał się realizacji. Czasami tak to jest. Przedmioty lepiej wiedzą jakie chcą być w nowym wcieleniu. Taca też wiedziała. Trzymała się więc z boku i nie pchała za bardzo w oczy dopóki nie kupiłam złotego sprayu. Niespodziewany zwrot w życiu tacy nastąpił, gdy tylko wróciłam ze sprayem ze sklepu i rozpoczęłam złocenie wszystkiego co mi wpadało w oczy. Właśnie wtedy taca też nagle zaczęła w te oczy kłuć.
- No dobra, chodź - mruknęłam i wzięłam ją na warsztat.


Była zniszczona i zardzewiała. Rdza trzymała się na tyle mocno, że do końca nie poradził z nią sobie ani odrdzewiacz ani papier ścierny. Trochę coś tam udało się usunąć, ale absolutnie nie udało się tacy przywrócić gładkości. No trudno, takie życie. Czas nikogo z nas nie oszczędza. Tacy także... Po wszystkich tych odrdzewiających próbach taca dostała nowy kolor - złoty! Złota taca - czyż to nie brzmi dumnie...?


Następnie złota taca została przedziurawiona w dwóch miejscach. Takie niewinne dwie dziurki, jak przekłucie uszu, nic nie bolało.



Teraz poszło z górki. Trzeba było tacę ubrać i przyozdobić. Jaki materiał najpiękniej komponuje się ze złotem? Aksamit! Oczywiście, że aksamit... Czarny aksamit! Czarny aksamit znalazł się na spodzie tacy. Na to poszła wycięta ze szlachetnego papieru aplikacja w kolorze écru, kawałek złotej, satynowej wstążeczki oraz biżuteria w postaci łańcuszka. Voilà: "Panie i panowie oto taca w nowej odsłonie!".


Taca okręciła się w koło, spojrzała w lustro, po czym skrzywiła się z niesmakiem.
- Wyglądam jak z jakiegoś, nie przymierzając, muzeum - przemówiła z wyrzutem.
- A to źle? - zapytałam zdziwiona.
- Sama se noś muzealne ciuchy jak lubisz - naburmuszyła się taca.
- Nie lubię - odparłam machinalnie.
- No widzisz! A mnie to ubierasz - wytknęła mi. - Wyglądam w tym staro. A ja chcę wyglądać młodo!
- Młodo... - powtórzyłam po niej w zamyśleniu.
- I młodzieżowo! - dorzuciła jeszcze taca. - Także proszę mnie zaraz przebrać - zagrzmiała ostrym tonem - bo w tych ciuchach to ja nigdzie nie idę!

Westchnęłam, spuściłam głowę i zganiona poczłapałam do komody. Otworzyłam szufladę.
- Wybieraj - powiedziałam.

Wybrała taki oto zestaw:


Teraz proszę mi to wszystko nałożyć, bo sama nie dam rady - zaordynowała taca. A ja, niczym ta panna służebna, posłusznie wykonałam polecenie.


Taca przejrzała się w lustrze i wydawała się być zadowolona. Już prawie odetchnęłam z ulgą,  ale pojawiło się "ale".
- Ale ta kokardka to chyba lepiej będzie wyglądała przy uchu - rzekła taca.


- Tak - westchnęła usatysfakcjonowana - przy uchu zdecydowanie lepiej. Chociaż... Czy ja wiem...? A może... Inną kokardkę? - ni to zapytała ni stwierdziła. Przyłóż mi tą złotą - wydała dyspozycję.


- Hm... nie wiem, nie wiem. Nie mogę się zdecydować. A może jednak kokardkę nie przy uchu tylko pod brodą.


 - Hm... ciężko powiedzieć - namyślała się taca. - Niby ok., ale nie jestem do końca przekonana. Może jednak wrócimy do czarnej kokardki.
- A czarną chcesz przy uchu czy pod brodą? - zapytałam, trochę już tracąc cierpliwość.
- Pod brodą - odparła taca zdecydowanie.


- Chociaż może lepiej było przy uchu...


- Nie no sama nie wiem: przy uchu czy pod brodą? - dopytywała.



Ja niestety też nie wiedziałam, ale może Wy wiecie....?



2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:) Przekażę Fruzi (tak ochrzciłam buldożkę z obrazka;)) - ucieszy się:)

      Usuń