środa, 5 lipca 2017

Wszystko złoto co się świeci czyli złota ramka w dwóch odsłonach DIY

Złoty to nie mój kolor, wolę srebrny - tak dotąd myślałam, dopóki nie kupiłam złotego sprayu... Bo kiedy raz przemalujesz coś na złoto, to nie możesz już przestać. Malujesz, a raczej "złocisz" wszystko, co Ci wpadanie w ręce. W każdym razie tak było ze mną. Swoją drogą to ciekawe, wydaje się człowiekowi, że kogo jak kogo, ale siebie samego to zna całkiem dobrze. A tu niespodzianka - bo czy kiedykolwiek podejrzewałabym siebie o umiłowanie do błyskotek? Nieeee... W życiu.... A jednak...   



Zaczęło się niewinnie. Po tym jak przemalowałam ramę lustra, stwierdziłam, że sprayu zostało mi na tyle dużo, że może przemaluję coś jeszcze. Poszłam do piwnicy na poszukiwania gratów do przemalowania. A w piwnicy, graty musiały się jakoś zwiedzieć o moich panach, bo jeden przez drugiego wyłaziły ze wszystkich kątów i pchały się w oczy. Już niemal słyszałam jak przekrzykują się wzajemnie: "pan tu nie stał", "ja byłem pierwszy", "kolejka obowiązuje" i tak dalej w tym stylu. Chwyciłam różową ramkę i obiecałam solennie, że jeszcze tu wrócę. Wrócę po następnych, więc proszę zachować spokój i cierpliwie czekać na swoją kolej. Cierpliwość jest cnotą - jak mawia moja fantastyczna koleżanka Malwina.

Ramka w piwnicy leżała od dawien dawna więc należał jej się przywilej pierwszeństwa. Jej historia jest taka, że wylądowała w piwnicy, bo zbiła się szybka, no i ten róż/amarant nijak już nie pasował do wystroju żadnego z pomieszczeń w moim mieszkaniu. Leżała więc sobie ramka i czekała aż znajdę na nią pomysł. I się doczekała. A nie mówiłam - cierpliwość jest cnotą...

Jako że nie było szybki, wymyśliłam, że z ramki zrobię tablicę do zapisywania różnych różności, wiecie -  listy zakupów, albo chwytliwych haseł, które wpadną mi w ucho:). Do tego celu potrzebowałam:
- złotego sprayu
- czarnej folii tablicowej
- łańcuszka


Kiedy miałam potrzebny sprzęt, przystąpiłam do części zasadniczej, czyli... sprayowania!


Ramka dostała nowy kolor. Dostała też łańcuszek - przykręciłam go śrubokrętem za pomocą dwóch malutkich wkrętów.


  Teraz przyszedł czas na środek. 


Dyktę wyjęłam z ramki, folię tablicową odmierzyłam, przycięłam i nakleiłam.


A że w tle leciała akurat piosenka: "Don't worry by happy", to chwyciłam za kredę i...mamy to!


Przez chwilę nacieszyłam się ramką w takiej postaci, a potem postanowiłam spróbować jak by to było, gdybym zamiast folii tablicowej owinęła dyktę materiałem. Na przykład takim w modne ostatnio roślinne motywy. Byłoby tak:



Sama nie wiem, w której wersji bardziej mi się podoba. A Wam? Którą wersję wybieracie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz