czwartek, 5 października 2017

O tym jak żyć po swojemu i że w inności siła



Kiedyś, gdzieś, na jakimś babskim spotkaniu, poznałam pewną dziewczynę, koleżankę koleżanki. Przez cały wieczór gapiłam się na jej twarz, bo ta twarz wydała mi się niezwykle interesująca, nie piękna w pospolitym, banalnym tego słowa znaczeniu, ale właśnie interesująca, pięknie interesująca.


Gapiłam się na tę dziewczynę i myślałam: rany, jaką ona ma ciekawą twarz, niepospolitą, oryginalną, mogłaby być modelką, jej twarz ma w sobie coś magicznego, coś co przykuwa uwagę, hipnotyzuje. Nie wiedziałam za bardzo czym było to coś, co kazało mi patrzeć na twarz tej dziewczyny i się tą twarzą zachwycać. Coś jednak w tej twarzy było…

- Patrzysz się na mój nos? - zapytała, gdy rozmawiałyśmy ze sobą przez chwilę.
- Na twój nos? - zdziwiłam się.
- Nie znoszę go - wyznała. - Mam taki duży, okropny, nieproporcjonalny nos. Wszyscy się na niego gapią. Gdybym miała więcej pieniędzy, zrobiłabym sobie operację plastyczną. Nawet już zaczęłam na nią zbierać, ale pewnie jeszcze kilka lat mi to zajmie… - westchnęła ciężko.

A ja dopiero w momencie, w którym wspomniała o swoim nosie, uważniej mu się przyjrzałam.

I tak, to nie był malutki, regularny i prosty nos. To nie był nos jakich wiele. To był jedyny w swoim rodzaju nos. Wyjątkowy nos. Długi, szeroki i z lekkim garbem. I wiecie co, dopiero patrząc na ten nos uświadomiłam sobie, że to właśnie on robi jej twarz. To właśnie ten nos sprawił, że gapiłam się na tę dziewczynę przez cały wieczór i myślałam o jej oryginalnej urodzie i tę urodę podziwiałam. To dzięki temu nosowi zapadła mi w pamięć. To dzięki temu nosowi wydała mi się inna, interesująca i chciałam z nią pogadać. Bo nie była jak wszyscy. Bo się wyróżniała.

Powiedziałam jej wtedy to wszystko, a ona tylko machnęła ręką.
- Łatwo ci mówić, bo masz normalny nos, a ja każdego dnia budzę się rano, patrzę w lustro i myślę tylko o tym jak bardzo swojego nie znoszę – wyznała z ciężkim westchnieniem. – I już nie mogę się doczekać, kiedy go zoperuję, kiedy będę miała normalny, ładny, prosty regularny nos.

Nos zoperowała pięć lat później.

I wiecie co? Według mnie jej twarz dużo straciła. Już nie była magiczna, hipnotyczna, oryginalna i intrygująca, już nie zapadała w pamięć, straciła coś co wyróżniało ją z tłumu. Teraz, owszem była to twarz z prostym, regularnym i małym nosem, ale już bez tego czegoś…

Myślę, że rozumiem dlaczego ta dziewczyna zoperowała swój nos. Myślę, że pewnie kiedyś gdzieś ktoś jej powiedział (dzieci w przedszkolu, szkole, obcy, rodzice, znajomi…) lub może stale ktoś powtarzał jej tak długo, aż w to uwierzyła, że ma w sobie coś co wyróżnia ją z tłumu, co jest inne od innych i dlatego jest złe. Bo inni mają inne. Inne nosy - mniejsze, węższe, prostsze i tak powinno być, i tak jest lepiej. Bo lepiej się nie wyróżniać, bo lepiej być jak wszyscy. Bo gdy wyglądasz jak wszyscy to wtedy jesteś ładny, a gdy wyglądasz inaczej to już wtedy nie. I lepiej jak wszyscy wyglądać. I mieć jak wszyscy nos. A kolejny krok jest taki, że trzeba jak wszyscy mówić, myśleć i żyć. I ona w to uwierzyła. I pozbyła się czegoś, coś było jej atrybutem, co dodawało jej tego magicznego uroku, co czyniło ją wyjątkową.

Historia z nosem to tylko metafora… Myślę, że pod ten nos każdy z nas może podstawić dowolny przykład z życia, kiedy nasz indywidualizm, marzenia i odwaga by być kim się jest lub kim się chce być, były równane do równej.

- „Studia humanistyczne? A co to za studia? Jaką ty pracę po tym dostaniesz. Lepiej idź na politechnikę. To są porządne studia”,

- „Praca w domu? A nie możesz tak normalnie, jak wszyscy, na etacie?”,

- „Chcesz pisać/rysować/śpiewać/grać/tworzyć, a po co ci to? Zajmij się czymś pożytecznym”,

- „Chcesz otworzyć własną firmę? A jak ci nie wypali to z czego będziesz żyć? Masz stałą pracę to się jej trzymaj, a nie wmyślaj”

- „Na misje chcesz jechać, dzieciom afrykańskim pomagać? Ty sobie lepiej jakiegoś chłopa znajdź i miej własne dzieci to ci się głupot odechce

- „Na wakacje chcesz jechać? A po co ci wakacje? Na wsi mieszkasz, jezioro, ogród, las, wszystko tu masz, czego ci więcej trzeba? Tu masz wakacje, na co ci inne wakacje?

Brzmi znajomo?

Myślę, że każdy z nas w swoim życiu wielokrotnie wtłaczany był w koleiny powszechności i powszedniości. Otoczenie nie sprzyja indywidualizacji, raczej unifikacji. Bądź jak wszyscy, rób jak wszyscy, myśl jak wszyscy, mieszkaj jak wszyscy, żyj jak wszyscy, miej to co mają wszyscy, bądź tam gdzie są wszyscy...

Myślę, że wiele pomysłów, idei, marzeń, talentów i piękna przepadło, bo ktoś komuś powiedział, że są inne niż innych i nie należy ich realizować. Że to nie ma sensu. Że się nie uda. Że przecież nikt tak nie robi.

Myślę, że wiele fantastycznych osób popadło we frustrację, depresję, przygnębienie, bo uwierzyli, że we własnym życiu nie można być sobą lecz trzeba być jak wszyscy.









Jako że prowadzę bloga o wnętrzach – przykład niech będzie wnętrzarski. Kilka miesięcy temu wprowadziłam się do mieszkania, które samodzielnie remontujemy (ja i mąż), o czym często wspominam na blogu. Ileż to ja się w tym czasie nasłuchałam, czego we własnym mieszkaniu nie powinnam robić, bo inni tak nie robią, bo inni tak nie mają, bo inni tak nie mieszkają i inni tak nie remontują (co ciekawe rad owych udzielali mi nie przyjaciele i rodzina lecz całkiem obce mi osoby). Ja jednak „dobrych rad” nie słucham, dlatego w ramach tego remontu postanowiłam wyeksponować wszystko to, co inni radzili zakryć, zasłonić albo wymienić… A wiecie dlaczego? Bo jest inne! I nie kupiłam nowych drzwi, tylko wyeksponowałam stare, prl-owskie drzwi, jakich dziś faktycznie już prawie nikt nie ma. Wyeksponowałam je! (możecie je zobaczyć TU i TU).  I nie zakryłam szafki na liczniki, którą większość osób zakrywa i zabudowuje, tylko wyeksponowałam (możecie ją zobaczyć TU). A dla mojego miliona książek kupiłam nie zwykłe, tradycyjne regały lecz półki garażowe. I książki trzymam na garażowych regałach w salonie, a regały stoją na pomalowanym na biało (o zgrozo!) parkiecie. I bardzo mi się to wszystko podoba! I wcale nie interesuje mnie to jak mają inni, co sądzą o moim mieszkaniu inni i co na moim miejscu zrobiliby inni.  

Uważam, że inność, że coś co nie wtapia się w tło, coś co jest widoczne, coś co się wyróżnia - trzeba pielęgnować i eksponować, a nie ukrywać. Dotyczy to mebli, sprzętów i dodatków, i dotyczy to ludzi. Twój krzywy nos, zbyt wysoki albo niski wzrost, twoje okulary, piegi, kilogramy, twoje talenty, zamiłowania, pasje, twoje marzenia i cele – są twoją wartością, stanowią o tym, że się wyróżniasz, że jesteś kimś wyjątkowym, są twoim atrybutem i siłą! Stanowią o twoim indywidualizmie! 

Możemy chcieć podobnych rzeczy (miłości, sukcesu, zdrowia, bogactwa), możemy wyznawać podobne poglądy, mogą nam się podobać te same filmy, książki i ciuchy, ale… W tym „ale” zawiera się istota – każdy z nas jest inny. I myślę, że tę inność w sobie warto pielęgnować i eksponować, nie bać się jej, nie wstydzić i nie wypierać jej. Ta inność, którą każdy z nas ma, to coś ważnego i cennego.

W inności jest wartość i siła. I skoro masz, a masz, bo każdy ma w sobie coś takiego, co cię wyróżnia z tłumu, to nie musisz wtapiać się w tłum i się w nim ukrywać. Nie musisz być jak wszyscy. Naprawdę nic nie musisz, za to wszystko możesz…Możesz być sobą. Możesz być tym, kim jesteś. I tata jaka jesteś. Bo taka jesteś i już. I taka jesteś super!*

A co Ciebie wyróżnia z tłumu? Co masz innego od innych? Wychyl się z tłumu i pokaż:)

*używam rodzaju żeńskiego bo moimi czytelniczkami są w większości kobiety, to z myślą o nich piszę, bo najbardziej rozumiem kobiecą duszę i wiem co w tej duszy gra, ale panów (jeśli tu tacy są) oczywiście też chętnie witam na blogu:)



2 komentarze:

  1. Wiesz, chciałam taki post napisać. O tym, że się "tak nie robi", o radach, o podcinaniu skrzydeł. Świetnie to ujęłaś. Pamiętam, jak zrobiłam sałatkę z pomarańczą, a mój dziadek kucharz wyśmiał mnie. Sałata z pomarańczą??? Też coś. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pisz, kochana, pisz. Ja bardzo lubię czytać Twoje posty i chętnie przeczytam jak Ty to widzisz, bo nawet jeśli widzisz sprawę podobnie, to przecież nie tak samo, bo jesteś innym człowiekiem i masz inne doświadczenia. A jeśli chodzi o sałatkę z pomarańczami to myślę, że wiem o czym mówisz… Mnie na gruncie zawodowym kiedyś ktoś powiedział (i to był zarzut!), że jestem zbyt wszechstronna i że stoję w rozkroku między kulturą wysoką a popularną, a trzeba być albo tu albo tu, bo w rozkroku to nie można. A przecież stanie na baczność nie jest lepsze ani gorsze od rozkroku, a sałata ze śmietaną czy oliwą nie jest lepsza ani gorsza od sałaty z pomarańczami… To tylko kwestia smaku. Indywidualnego smaku.

      Usuń