środa, 25 października 2017

Przedmioty z drugiej ręki, których nie kupię, bo się boję



Nie żebym miała coś przeciwko przedmiotom z drugiej ręki. Wprost przeciwnie – kupuję je i reperuję, ale… Jest kilka rzeczy z drugiej ręki, których nie kupię. Nie kupię choćby nie wiem co. Nie kupię choćby nie wiem jak mi się podobały. Nie kupię i już! Bo się boję. Tak, boję się i nie boję się tego przyznać.


Wierzę, że wszystko jest energią i określoną energię emituje. Energia może być dobra lub zła, budująca lub niszcząca, zdrowa lub chora itp. O ludziach często mówi się, że emanują dobrą energią i do takich ludzi lgniemy. Są miejsca kultu religijnego słynące z energii uzdrawiającej, stąd tak wiele wot dziękczynnych w różnych świątyniach. Są miejsca gdzie energia sprzyja dobrobytowi i bogaceniu się i tam biznes zawsze się kręci. A są takie takie, gdzie cokolwiek by nie powstało w krótkim czasie plajtuje.

Wierzę, że każdy przedmiot, mebel, czy dodatek także ma określoną energię. To energia przejęta od miejsca, w którym się znajdował i osoby, która daną rzecz posiadała. Kupując rzeczy z drugiej ręki, nigdy nie wiadomo jaką ten przedmiot ma historię i co za tym idzie energię. I jak ta energia zadziała na nas, nasze otoczenie i nasze życie.

Zdarzało mi się kupować coś do domu, co na zdjęciach mnie zachwyciło, ale gdy już znalazło się w mojej osobistej przestrzeni, zupełnie do niej nie pasowało - budziło we mnie dziwne emocje i niepokój. Takich przedmiotów, bez względu na ich wartość i urodę, czym prędzej się pozbywałam. Zdarzało mi się umawiać na kupno jakiegoś starego mebla, a gdy już go zobaczyłam, rezygnować z zakupu tylko dlatego, że tego mebla „nie czułam”. Zdarzało mi się przechodzić koło cudownych, często zabytkowych szafek, krzeseł, stołów, które ktoś wystawił do zabrania i nie zabierać ich, bo w moim odczuciu emitowały dziwną energię.

W sytuacji kupna lub nie przedmiotu z drugiej ręki zawsze postępuję tak samo – słucham swojej intuicji. Jeśli intuicja mówi mi „nie bierz” - nie biorę. Zwykle wygląda to tak, że kładę rękę na meblu lub biorę jakiś przedmiot w ręce i obserwuję jak się czuję. Jeśli czuję spokój, jeśli się uśmiecham, jeśli przychodzą mi do głowy pozytywne myśli, wtedy taką rzecz kupuję. Jeśli czuję niepokój, odruchowo marszczę czoło, moje myśli wędrują w stronę przykrych wspomnień – wówczas takiej rzeczy nie kupuję.

Są jednak rzeczy, których nie kupię choćby nie wiem co. Bo boję się energii, którą z sobą niosą. Bo wierzę, że te konkretne przedmioty w sposób szczególny są naznaczone czyjąś bardzo osobistą energią i boję się, że owa cudza energia, mogłaby wpłynąć na mnie w sposób, jakiego bym nie chciała. Bo z energią nie ma żartów. Dlatego śmiertelnie poważnie wyznaję, że z drugiej ręki nie kupiłabym:

Lustra
Lustro ma dla mnie znaczenie symboliczne. Lustro odbija nas, to co w nas i to co wokół nas. Lustro widzi najwięcej – naszą radość i smutek, zdrowie i chorobę, dni euforii i rozpaczy, upływ czasu także. W lustrze obija się nasza codzienność, to jacy jesteśmy i jak żyjemy – nasze święta, uroczystości, nasi goście. Kiedyś gdy ktoś z domowników umierał, w domu zakrywano lustro.
Nie kupię lustra z drugiej ręki, bo mam poczucie, że lustro jest w jakiś przedziwny sposób związane z danym człowiekiem i jego życiem. Jest czymś bardzo prywatnym, wręcz intymnym. I skoro odbijało czyjeś życie, to to życie, ta energia dawnego właściciela, gdzieś tam, w tym lustrze została. A skoro została, to będzie emitować, bo energia nie stoi w miejscu tylko krąży i będzie krążyć w moim domu i będzie emitować na mnie i i moje życie. A co jeśli ten ktoś był nieszczęśliwy, smutny, zgorzkniały, chory, zły? Takiej energii u siebie bym nie chciała, brrr…

Zegara
Z zegarem sprawa jest podobna jak z lustrem. Zegar również ma dla mnie znaczenie symboliczne – odmierza czas, czas naszego życia, życia naszych bliskich i naszej rodziny. Nie wiem jak to w waszych rodzinach bywa, ale u mnie zdarzało się, że gdy ktoś z rodziny umierał, to równocześnie zegar w jego domu lub w domu kogoś z rodziny nagle się zatrzymywał. Kiedy z kolei mojej mamie rodziła się wnuczka, zegar w jej mieszkaniu, który od wielu lat nie chodził, bo nie był nienakręcany, nagle o pełnych godzinach zaczął wybijać bim-bom.

Zegar postrzegam w kategoriach bardzo osobistego przedmiotu, który jest ściśle związany z czyimś życiem. Nie chcę by zegar, który odmierzał komuś życie, teraz odmierzał życie mnie. Czułabym się z tym nieswojo. Wolę mieć zegar, nie obciążony cudzą przeszłością, mój własny, nowy.

Szklanej gabloty szpitalnej
Tak wiem, o szklanej, szpitalnej gablocie swego czasu śniła co druga blogerka wnętrzarska. Ale nie ja. Tu znowu w grę wchodzą kwestie związane z energią. Szpital to dla mnie miejsce z energią, której nie chciałabym w swoim domu. Choroby, śmierć, cierpienie, nerwowość, pośpiech, walka o życie – to szpitalna rzeczywistość. Skoro wierzę, a wierzę, że przedmioty nasiąkają energią właścicieli i miejsc, w jakich się znajdują, a później tę energię oddają, to nie jest to energia, którą chciałabym przenieść do swojego domu. Szpitalnej gabloty nie brałabym nawet za darmo.

Łóżka
Łóżko to mebel, najbardziej mój ze wszystkich mebli. Łóżko jest dla mnie przestrzenią bardzo osobistą, prywatną i tylko moją. To rodzaj azylu, domowego „miejsca mocy”, gdzie nabieram mocy odpoczywając, śpiąc, śniąc, marząc... W swoim łóżku czuję się najlepiej i nie potrafię wyspać się w nie swoim. Lubię podróżować, ale hotelowe łóżka są dla mnie prawdziwym koszmarem. Nigdy, przenigdy dobrze nie śpię na wyjazdach i wakacjach, bez względu na to jak duże i wygodne jest tam łóżko. W hotelowym łóżku zawsze śnią mi się dziwne sny i w efekcie nigdy nie budzę się wypoczęta. Myślę, że to też może mieć związek, z faktem, że wiele osób przede mną na tym łóżku spało i zasypiając ja czuję tę cudzą, nieznaną obecność i ona burzy mój spokój i sen. Łóżka z drugiej ręki nie kupię, bo jeśli ktoś już na nim spał, to na bank ja się na nim nie wyśpię. A sen to u mnie podstawa.

I teraz żeby nie było, że Was straszę albo co. I skoro już macie w domu lustra, zegary, szpitalne gabloty i łóżka z drugiej ręki, to nie znaczy, że teraz macie ruszyć do pobliskiego śmietnika albo na olxa i pozbyć się tego wszystkiego, bo nie wiadomo jaką te rzeczy mają energię. Nie, nie róbcie tego, jeśli tak nie czujecie. To czego ja bym nie kupiła, to tylko moje prywatne zdanie i nie mam w tej kwestii mam monopolu na rację.

Dlatego teraz, dla równowagi, przedstawię Wam rację mojej dobrej znajomej Rudej (Ruda pozdrawiam jeśli to czytasz;)). Otóż Ruda ma fantastyczne i klimatyczne mieszkanie, w którym są i zegary (ten ze zdjęcia to właśnie zegar Rudej), i lustra z drugiej ręki, i w żadnym stopniu nie psuje to dobrej energii jaką emanują jej cztery kąty. Kiedyś, gdy zapytałam ją jak odnosi się do kwestii energii przedmiotów z drugiej ręki, Ruda odparła co następuje: „zawsze gdy kupuję taki przedmiot to mam świadomość, że jego historia mogła być różna, ale biorąc go decydują, że ja z tego przedmiotu przyjmuję do swojego życia wszystko co najlepsze, a jeśli było coś złego to to zostawiam i nie pozwalam, by miało to do mnie dostęp”.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Do następnego:).

Nie, właściwie to nie kończę, jeszcze zapytam bo ciekawość mnie zżera: jak Wy odnosicie się do kwestii kupna przedmiotów z drugiej ręki?

2 komentarze:

  1. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nie mam też wielu rzeczy z drugiej ręki od zupełnie nieznanych osób. Jeśli miałabym mieć obiekcje to do łóżka. Myślę, że renowacja i nowy materac mogłyby jednak załatwić sprawę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz w domu przedmioty, których pochodzenie znasz, to możesz być spokojna:)Co do renowacji mebli to trafiłaś, bo energii poprzednich właścicieli można się pozbyć właśnie poprzez renowację, a jeśli renowacja nie jest konieczna, bo przedmiot jest w dobrym stanie, to wystarczy obmyć go w wodzie z solą (sól oczyszcza energię), ja dodatkowo kropię też takie rzeczy wodą święconą, co by ewentualne zło przepędzić;)

      Usuń