czwartek, 4 stycznia 2018

Postanowienia noworoczne i moje motto na 2018 rok



I tak oto mamy nowy rok… Nie mam w zwyczaju robienia postanowień noworocznych. Skłamałabym jednak twierdząc, że początek nowego roku nie skłania mnie do przemyśleń. Owszem skłania. Jest kilka rzeczy, które w tym roku chciałabym zrealizować, ale...

i tu dochodzimy do sedna, jak się nie uda zrealizować, to odpuszczam. Dotąd nie odpuszczałam. Wydawało mi się, że jeśli czegoś chcę to nie ma opcji, trzeba spiąć pośladki i zasuwać. Upadać i podnosić się do skutku. Walczyć. Walczyć. Walczyć. Działać. Działać. Działać. Rozwijać się. Rozwijać. Rozwijać. Próbować. Próbować. Próbować. Uczyć się. Uczyć się. Uczyć.

Ale wiecie co? W tym roku mi się nie chce. Już dłużej mi się nie chce. Jestem tym zmęczona. Dlatego właśnie w tym roku odpuszczam.

Niech będzie jak ma być! – oto moje motto na 2018 rok.

W końcówce zeszłego roku moje plany bardzo często musiały ulec zmianie i nic nie mogłam na to poradzić. Czasami tak po prostu bywa. I bez względu na to co powie Ci jakiś guru motywacji, wiedz, że możesz być do czegoś mocno zmotywowany, ale życie nie pozwala Ci na działanie takie jak byś chciał. Są ograniczenia, których się nie przeskoczy. I rób sobie co chcesz. Możesz się złościć i ciskać, możesz narzekać, że to niesprawiedliwe i nie zasłużyłaś, ale... Życie wie lepiej od ciebie. Życie wie lepiej co jest dla Ciebie dobre, a co nie i jak ci mówi, że nie, to nie. I nie ma tu dyskusji. Nie znaczy tyle co nie!

Tak właśnie było u mnie. I owszem, na początku mocno się buntowałam. A potem… przyszła zgoda. Niech będzie jak ma być! - powiedziałam kiedyś zbyt zmęczona już i zrezygnowana walką z ograniczeniami. Machnęłam ręką. Odpuściłam. I poczułam ulgę. Poczułam jakby ktoś rozmasował mi plecy. Jakby z moich ramion, karku i kręgosłupa ktoś zdjął jakiś wielki ciężar. Wyprostowałam się i zaczęłam oddychać swobodniej. (Wyprostowałam się, rzecz jasna, metaforycznie, bo co jak co, ale sport to bardzo lubię i o proste plecy to ja jednak dbam:)). 

Niech będzie jak ma być! - powtarzam odtąd co dzień.

I zamierzam tak powtarzać przez cały nowy rok. Ten rok chcę przeżyć na luzie. Bez spiny, bez listy zadań, bez ambitnych celów do zrealizowania na już, bez presji czasu i sukcesu, bez ciśnienia i dokręcania samej sobie śruby.

Niech będzie jak ma być!

Będę działać w takim tempie w jakim pozwoli mi życie, nie będę się ze sobą ścigać ani być najlepszą wersją samej siebie. Będę robić to co mogę, a nie to co w swojej opinii muszę i powinnam zrobić. Jeśli będę tego potrzebowała, to będę leniuchować i totalnie się obijać. Będę robić rzeczy, które będę mogła i będę chciała zrobić, z nastawieniem, że jak się uda to super, a jak nie to nie. W tym roku odpuszczam. Niech będzie jak ma być...

A jak to jest u Was?


P.S. Zdjęcie morza nieprzypadkowe, w tym roku bowiem zamierzam łagodnie i leniwie unosić się na fali, a nie płynąć pod prąd.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz