czwartek, 5 kwietnia 2018

Miasto czy wieś - gdzie mieszkać? I dlaczego nie jestem w trendach...








Od kilku lat dość powszechny jest trend przenoszenia się z miasta na wieś. Przyznam, że gdy ponad rok temu decydowaliśmy o sprzedaży mieszkania i kupnie większego lokum, wiele osób pytało, czy rozważamy wyprowadzkę na wieś. Bo przecież wieś to cisza, spokój, przestrzeń, zieleń i własny dom... Poza tym teraz wszyscy uciekają z miasta na wieś - tak nam mówiono.




Owszem, za pieniądze ze sprzedaży naszego ówczesnego mieszkania w  mieście (nowszego, deweloperskiego, z ochroną, monitoringiem, prywatnym terenem i wszystkimi tymi udogodnieniami, w bardzo dobrym punkcie) mogliśmy kupić domek na wsi lub deweloperski szeregowiec na obrzeżach miasta albo... niewiele większe od poprzedniego mieszkanie w starszym budownictwie w centrum miasta.

Co wybraliśmy?

Bez chwili wahania to drugie rozwiązanie!

Wiem, niepopularne i wiele  osób może pewnie dziwić taka decyzja. Bo przecież za te same pieniądze na wsi mielibyśmy dom, dużo większy metraż i w ogóle... Dla nas jednak plusów mieszkania w mieście było więcej niż mieszkania na wsi. Nie jesteśmy na tym etapie życia, że chcemy uciekać z miasta do wiejskiej ciszy i spokoju, lubimy miasto z jego ulicznym gwarem, dzwoniącymi tramwajami, dostępnością i bliskością wszystkiego na czym nam zależy. 

Życie na wsi, choć z pewnością ma swoje plusy, dla nas miało więcej minusów. Z naszej perspektywy minusy wyglądały tak:

- dojazdy do miasta
poprzednie mieszkanie mieliśmy usytuowane dość blisko drogi, prowadzącej do drogi wyjazdowej z miasta, prowadzącej do wszystkich tych „podmiejskich sypialni”. Korek na owej drodze nie kończył się nigdy. Przez cały dzień oglądaliśmy umęczonych, zestresowanych, zniecierpliwionych kierowców, którzy ze swoich wiejskich posiadłości próbowali przebić się do centrum lub w odwrotnym kierunku. Pół biedy jeśli taką drogę trzeba pokonać raz dziennie, to znaczy w tę i z powrotem, gorzej jeśli do miasta, z różnych powodów trzeba udać się kilkukrotnie w ciągu dnia, bo na przykład trzeba odwieźć i odebrać dzieci ze szkoły/zajęć pozalekcyjnych/od ich znajomych itp., chce się z kimś spotkać, coś załatwić, iść do kina, teatru, restauracji, siłowni, lekarza… Gdy mieszka się w mieście to się wraca do domu i na umówioną godzinę idzie tam gdzie chce, gdy mieszka się na wsi to się kursuje w tę i z powrotem, i stoi się w korku, godzinami…
Jasne są ludzie, którzy organizują to tak, że po prostu cały dzień od rana do wieczora spędzają w mieście i po pracy załatwiają w nim wszystkie ważne sprawy, a dopiero wieczorem wracają do domu. Tylko nie po to chyba przenosi się wieś, żeby w efekcie jeszcze więcej czasu spędzać w mieście, prawda? W każdym razie tak my wiedzieliśmy tę kwestię…

- życie towarzyskie
jakoś tak to się stało, że ze wszystkimi moimi koleżankami, które wyprowadziły się z miasta na wieś z czasem kontakt znacznie się rozluźnił, a z niektórymi w ogóle urwał. I nie ma w tym niczyjej winy, samo życie. Ja doskonale rozumiem to, że jak człowiek mieszka na wsi, a pracuje w mieście i kończy pracę, to chce wrócić do domu, wejść w ciepłe kapcie, zjeść obiad, odpocząć, spędzić czas z rodziną, a nie po pracy (zmęczony i głodny) lecieć na spotkanie z koleżanką, a w domu lądować późnym wieczorem lub nocą. Z drugiej strony jak się już do tego domu wróci, wejdzie w ciepłe kapcie, zje obiad, odpocznie itp., to ostatnią rzeczą na jaką ma się ochotę jest ponowne wsiadanie w samochód (pociąg lub autobus) i kolejne tego dnia jechanie do miasta (stanie w korkach) by spotkać się z koleżanką. Miastowym na wieś też nie chce się ruszać z tych samych powodów.
W efekcie dziewczyny, z którymi za czasów ich mieszkania w mieście spotykałam się regularnie, teraz widuję niezmiernie rzadko. Podejrzewam, że gdybym sama prysnęła na wieś sytuacja wyglądałaby podobnie – moje życie towarzyskie umarłoby śmiercią naturalną…

- życie kulturalne
mieszkam w centrum miasta, do kina, teatru, opery, filharmonii, sali koncertowej mam dwa kroki (dosłownie) i robię te kroki dość często. Jeśli tylko zobaczę plakat z interesującym mnie wydarzeniem kulturalnym i jest ono w zasięgu moich możliwości (czasowych i finansowych) to właściwie nie ma dyskusji – idę. Tym sposobem dość często korzystam z oferty kulturalnej miasta. I dość często o tym, że gdzieś się wybieram podejmuję decyzję spontanicznie, w jednej chwili, teraz, bo właśnie coś zobaczyłam, o czymś usłyszałam, mam ochotę gdzieś się ruszyć. Bliskość i dostępność wszystkich tych kulturalnych miejsc bardzo ułatwia podjęcie decyzji o wyjściu z domu. Lubię takie wyjścia i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Jestem jednak przekonana, że mieszkanie na wsi znacząco wpłynęłoby na ich częstotliwość, bo po pierwsze nie byłabym z ofertą kulturalną aż tak na bieżąco jak jestem teraz, a po drugie pewnie nie miałabym na to czasu. Teraz do teatru idę 15 minut, dojazd spod miasta zająłby dużo więcej… Życie kulturalne prowadziłabym pewnie nadal tyle że te wyjścia (wyjazdy) byłyby o wiele, wiele rzadsze.

- sport
gdybym mieszkała na wsi słabo widzę moje uprawianie sportu, należę bowiem do osób, które by poćwiczyć muszą wyjść z domu, w chwili obecnej na zajęciach sportowych poza domem bywam średnio 3-4 razy w tygodniu. Bardzo lubię zajęcia w grupie, bo cenię sobie obecność instruktorki, która w każdej chwili może skorygować moją postawę podczas wykonywania ćwiczeń  i ciężko byłoby mi zrezygnować z tego rodzaju zajęć na rzecz ćwiczenia z Chodakowską ;) przed telewizorem… Nie wyobrażam sobie jednak ile czasu musiałabym poświęcić na dojazdy na te zajęcia gdybym mieszkała na wsi i chciała utrzymać swoją aktywność fizyczną na obecnym poziomie. Teraz jednorazowe wyjście na taką na przykład jogę zajmuje mi około trzech godzin. Same zajęcia trwają godzinę i pięćdziesiąt minut, pół godziny zajmuje mi przejście pieszo w jedną stronę i pół godziny w drugą stronę. Nie wyobrażam sobie ile czasu musiałabym poświęcić na dojazd spod miasta i skąd miałabym ten czas wziąć? Ktoś może powiedzieć, ale przecież na wsi też można uprawiać sport. Niby tak, niby przestrzeni dużo, pola, lasy i te sprawy... Jednak perspektywa samotnego biegania po lesie, na przykład o godzinie 18 wieczorem jesienią i zimą, gdy na dworze jest już ciemno (a na wsi to panują egipskie ciemności, bo przecież lasu nikt nie oświetla) albo o siódmej czy nawet ósmej ciemnym, zimowym porankiem średnio mi się uśmiecha, zwyczajnie bym się bała, a w mieście gdy mam ochotę pobiegać to bez względu na porę dnia i roku zakładam adidasy i idę pobiegać po oświetlonych ścieżkach. Tak samo wygląda sprawa spaceru – w mieście spaceruję bez względu na pogodę, a gdzie spacerować na wsi, gdy jest błoto, śnieg i deszcz, a drogi nieutwardzone i zwyczajnie się w nich zapadasz? Gdzie w analogicznej sytuacji jeździć na rowerze? Niby dużo przestrzeni, ale mam wrażenie, że to przestrzeń bardziej do oglądania niż do uprawiania sportu przez cały rok, choć mogę się mylić, w końcu nie mieszkam na wsi:)

- brak anonimowości
ten argument był w naszym przypadku argumentem koronnym. Oboje, ja i mąż, cenimy sobie prywatność, nie znosimy plotkarstwa, szpiegostwa i interesowania się cudzym życiem. Sąsiadom na klatce kłaniamy się i rozmawiamy z nimi o pogodzie, nie wiemy, bo nas to nie obchodzi, gdzie kto pracuje, jak kto żyje, z kim kto mieszka, jakim kto jeździ samochodem, nawet nie wiemy jak się kto nazywa i wcale nam ta wiedza nie jest do niczego potrzebna. Nie interesujemy się życiem innych, bo… to ich życie, a my mamy swoje. Gdy w mieście idę po ulicy, to jestem jedną z tłumu, nikt mnie nie zna i nie zwraca na mnie uwagi. Kiedy robię zakupy w spożywczaku ekspedientki nie interesuje co kupuję, dlaczego i w jakich ilościach, i że jak tak dużo to pewnie będę miała gości, a jak mniej niż zwykle to pewnie na dietę przeszłam albo się gdzieś wybieram i nie będzie mnie w domu. W mieście jestem anonimowa i bardzo mi to odpowiada. Na wsi o anonimowość trudno. Na wsi wszyscy, wszystko, o wszystkich wiedzą, co dla mnie byłoby mocno męczące i krępujące. Potrzeba wolności i niezależności oraz fakt, że nikomu nie tłumaczę się ze swoich kroków i decyzji, nikt mnie o nie nie wypytuje i się nimi nie interesuje, jest czymś z czego nie byłabym w stanie zrezygnować. Nie potrafiłabym mieszkać w miejscu gdzie prywatność nie ma racji bytu, a tak bywa w małych społecznościach, w których wszyscy się znają.

- zakupy
nie, nie jestem maniaczką zakupów, wprost przeciwnie, zakupy robię szybko i z kartką w ręce, bo szkoda mi czasu na leniwe przechadzanie się po sklepowych alejkach. Cenię sobie jednak fakt, że jeśli czegokolwiek w danej chwili mi zabraknie: mąki pełnoziarnistej, soli himalajskiej, herbaty określonego rodzaju, imbiru, ulubionego kremu do twarzy, plastra z opatrunkiem, farby do przemalowania komody, frędzelków czy pomponików z metra, bo właśnie naszła mnie chęć na ozdobienie poduszki, to wystarczy ubrać się i skoczyć do któregoś ze sklepów pod domem i za kilkanaście minut mam już to, czego potrzebowałam. Życie na wsi takich wygód niestety pozbawia – zwykle żeby kupić coś innego niż produkty pierwszej potrzeby, należy wybrać się do miasta. Na wsi jest zwykle jeden, dwa sklepy z bardzo okrojonym asortymentem spożywczym i przemysłowym. Brak tu drogerii, pasmanterii, piekarni, rzeźnika, mleczarskiego, warzywniaka... Jest jeden sklep, w którym jest serek jednej marki, mąka jednego typu, pieczywo od jednego piekarza, które niekoniecznie musi nam smakować itp.. Co roku latem spędzam jakiś czas w zaprzyjaźnionym, wiejskim domku letniskowym i wiem co znaczy robienie codziennych, podstawowych zakupów w wiejskim sklepiku z ograniczonym asortymentem gdy na co dzień człowiek przyzwyczajony jest do robienia zakupów w mieście…  Wiejskie sklepiki mają też to do siebie, że ceny są w nich o wiele wyższe niż w sklepach w mieście, no i  sklepy te nie są tak długo otwarte. W efekcie po każdą bzdurę, której w sklepie nie ma, zwykle trzeba jechać do miasta (i stać w korkach). Pół biedy jeśli ów produkt jest tylko naszą zachcianką, którą możemy zrealizować w późniejszym terminie lub odpuścić, gorzej gdy potrzeba czegoś na już, na przykład z apteki, której na wsi nie ma…Wiem, zwolennicy wiejskiego życia powiedzą, że zakupy można robić na zapas, większe, w mieście i to raz na jakiś czas, część produktów mrozić itp. i jasne to prawda, ale to znowu zależy jaki kto ma styl życia. Ja nie lubię kupować na zapas, bo nie lubię marnować jedzenia, zresztą o ile produkty sypkie typu mąka, ryż, herbata łatwo jest kupić na zapas, o tyle trudno jest kupić na zapas świeże jarzyny, owoce czy sery. Osobiście wolę kupować jedzenie w małych ilościach, a częściej, bo wiem, że to wykorzystam i się nie zmarnuje, ale kwestia zakupów i ich ilości to kwestia indywidualna.
   
- samopoczucie
tak, sądzę, że dobre samopoczucie znacząco by mi się obniżyło… no bo wyobraźcie sobie siedzę w domu, patrzę przez okno, mam widok na las i pole, codziennie ten sam, nic się nie zmienia, ciągle ten sam las i pole, nie ma spieszących do pracy ludzi, nie ma spacerujących, rozgadanych nastolatków, starszej pani z kijkami, biegacza, pana z psem, ciężarówki, która co rano przywozi pieczywo do piekarni naprzeciwko, kolorowych, sklepowych neonów, nie ma wesołych światełek zapalających się w oknach sąsiednich kamienic i domów, nie ma żywej duszy… jest tylko pole i las. Pracuję w domu więc nie mam potrzeby i obowiązku wyjeżdżania co rano do miasta więc siedzę w tym domu i patrzę na to pole i las… Koleżanki mnie nie odwiedzają, bo przyjazd na tę moją wieś to cała wyprawa i stanie w korkach więc rzadko kto ma na to czas i ochotę. Wyjść gdzie nie ma… Pogadać z kim nie ma. Żeby się rozerwać trzeba jechać do miasta, żeby poćwiczyć trzeba jechać do miasta, żeby zrobić zakupy trzeba jechać do miasta, a żeby dojechać do miasta i z niego wrócić trzeba zarezerwować przynajmniej kilka godzin. Czas nie jest z gumy więc to co stracę na dojazd  do miasta tego już nie odrobię, a swoją pracę też mam do zrobienia, terminy do wyrobienia itp. no więc nie jadę do miasta, bo jak pojadę to się z robotą nie wyrobię. Siedzę więc w domu, całymi dniami sama i patrzę przez oko na ten las i pole. Po trzech miesiącach, maks pół roku, zastanawiam się czy przypadkiem nie mam depresji, bo jestem smutna, nieszczęśliwa, zła i sfrustrowana, chcę sprzedawać dom i wracać do  miasta...

* To wpis czysto subiektywny i przedstawia mój punkt widzenia na mieszkanie na wsi,  związany jest z moim obecnym stylem życia i moimi potrzebami. Nie są to argumenty, które muszą mieć zastosowanie w Waszym życiu, mają Was do czegoś przekonać albo, nie daj Boże, zniechęcić do mieszkania na wsi jeśli tego właśnie chcecie. Każdy z nas jest inny i czego innego potrzebuje do szczęścia. Jedni szczęście odnajdują w mieszkaniu na wsi, inni w mieście i tak jest dobrze, tak powinno być:) A  Wy co wybieracie: miasto czy wieś? Dajcie znać, jestem bardzo ciekawa:)






5 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że chciałabym mieszkać na wsi, ale masz rację, wydaje mi się. Niedogodności, które wymieniłaś są spore i zgadzam się z tobą. W sumie nie mam takich dylematów, bo nie mam szans na wyprowadzkę, ale miło byłoby w lecie zadekować się w głuszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, latem na wsi jest bardzo przyjemnie, ale nie z samego lata rok się składa:) Ja myślę, że po prostu są ludzie, dla których wieś jest stworzona do życia i tacy, którzy by się tam nie odnaleźli i już. Znam wiele osób, które porzuciły miasto na rzecz wsi i chwalą sobie tę zmianę, znam też takich, którzy wyprowadzili się na wieś, pomieszkali tam kilka lat, po czym wrócili do miasta. Wiadomo, każdemu co innego w życiu pasuje:)

      Usuń
  2. O tak, znowu trafiłaś w sedno moich priorytetów! Skąd Ty to wszystko wiesz ;-) ? Też nie umiałabym mieszkać na wsi na stałe. Owszem kusi mnie taka sielska, pachnąca trawami, sianem , obornikiem ;-)) i spokojem wieś. Znając jednak siebie i mojego małżonka po dwóch tygodniach oszalelibyśmy z "nudów" i braku atrakcji miejskich. Urodzeni w mieście, prawie w śródmieściu Szczecina, po wyprowadzce na lekko oddalone od centrum osiedle (ok. 3 km) jesteśmy nawet po 10 latach mieszkania dalej zdegustowani ciszą, ślamazarnością otoczenia (bo wiadomo takie osiedla to typowa sypialnia miejska i spacernik dla mam z wózkami). I tylko z czystego lenistwa do przeprowadzek, i dlatego, że syn kończy szkołę podstawową i że pół roku temu wyfiokowałam sobie kuchnię to nie wracamy narazie do Centrum. wprawdzie daleko nie jest bo latam do centrum, do pracy codziennie na piechotę, ale dla nas to prawie kresy ;-). Brakuje mi tej tętniącej życiem tkanki miejskiej, wycia karetek ;-) i przede wszystkim żyjącego ludźmi miasta. Brakuje mi tego, że jak mam ochotę na sztukę , kulturę lub kawę to po prostu wychodzę z bramy i już. Musze wyleźć z bloku, podejść na przystanek (bo czasami jestem na obcasach) jechać komunikacją miejską czego nie cierpię, albo najgorsze jak się wraca po imprezie lub nocnym szaleństwie. Ha ha ha a najlepsze , że osiedle jest na wzgórzach, wiec raz wracałam z sylwestra na piechotę na szpilach pod górę. Obiecujemy sobie z mężem, że kiedyś podejmiemy się powrotu "do korzeni" pod wpływem impulsu (co zawsze nam się zdarza przy podejmowaniu życiowych decyzji ;-) i na stare lata wrócimy do miasta ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, wygląda na to, że jesteśmy mentalnymi bliźniaczkami;) Jeśli jeszcze powiesz, że masz metr siedemdziesiąt i jesteś brunetką, to możemy też zacząć szukać pokrewieństwa krwi;) A na serio - po raz kolejny (!) Twój komentarz doskonale uzupełnia mój wpis, mogę się tylko pod nim podpisać... A co do decyzji pod wpływem impulsu - te według mnie są najlepsze, bo płyną z serca i są tym, czego w głębi tego serca chcemy. Gdy zaczynamy się za bardzo zastanawiać i analizować, gdy wkracza rozum, gdy te wszystkie świeże, genialne, impulsywne pomysły zaczynają być poddawane zdroworozsądkowej ocenie, to często, niestety, rezygnujemy z tego, czego pragniemy i czego domaga się nasze wewnętrzne ja. Pójście pod wpływem impulsu za głosem serca, ze wszystkimi tego konsekwencjami, to jest według mnie największa odwaga, na jaką możemy zdobyć się w życiu!:)

      Usuń
  3. hihihi niestety ciemne włosy mam,ale jestem o 5 cm niższa od Ciebie, więc genotyp nie pasuje,ale nie szkodzi ważne, ze spojrzenie na świat podobne ;-D Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń