czwartek, 12 lipca 2018

Zmiany na blogu i w życiu



Są ludzie, którzy informacją o ciąży dzielą się z szerokim gronem odbiorców i tacy, którzy o tym fakcie informują tylko najbliższych. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Dla mnie czas ciąży był na tyle prywatny, osobisty, intymny wręcz, że chciałam przeżyć go w atmosferze prywatności właśnie. Okres ciąży, od początku do końca bardzo zresztą dla mnie pomyślny i szczęśliwy, dobiegł końca i niedawno powitałam na świecie swoją córeczkę. I odtąd wszystko się zmieniło...   

Mały człowiek to w życiu dorosłych prawdziwa rewolucja – świat się zmienia, optyka się zmienia, zmieniają się priorytety, zmieniamy się my, bo poza masą ról, które pełnimy dochodzi jeszcze ta jedna – rodzica. Mam świadomość, że fakt bycia mamą mnie zmienił i w efekcie wpłynie na wszystko co robię, na bloga także. Nie wiem czy z małym człowieczkiem u boku uda mi się utrzymać tempo wpisów do jakiego przywykliście czyli jeden tekst tygodniowo, zwłaszcza że blog wnętrzarski rządzi się trochę innymi prawami niż dajmy na to blog lajfstajlowy, tu poza czasem na wpis, potrzebny jest też czas na zrobienie nowego projektu, którego wpis dotyczy, wykonanie zdjęć, obrobienie ich itp. Być może blog będzie musiał zejść na dalszy plan, a może być też tak, że opieka nad noworodkiem nie okaże się wcale aż tak absorbująca i spokojnie będę w stanie pisać dla Was jak dotąd. Nie wiem...

Obiecałam sobie jednak, że to córka będzie dla mnie priorytetem, nic nie będzie ważniejsze i pilniejsze niż ona. To dziecko jest najważniejsze i to ono stanowi w tym momencie centrum mojego wszechświata. Całą resztę bez żalu i poczucia, że coś tracę czy, że się poświęcam, zamierzam odłożyć na dalszy plan.

Jestem kobietą, która decyzję o dziecku podjęła świadomie i dopiero wtedy, gdy wiedziała, że będzie miała czas dla tego dziecka - czas być z nim i dla niego, bez poczucia, że coś ją omija… Myślę, że dla dziecka nie ma nic gorszego niż dorastanie w przeświadczeniu, że "przytrafiło się" (celowo piszę to w cudzysłowie, bo przecież dziecko nigdy samo z siebie się nie przytrafia, zawsze jest konsekwencją określonych decyzji i działań dorosłych) rodzicom akurat wtedy gdy mieli inne plany na życie. Moja córka nigdy więc nie usłyszy, że osiągnęłabym to czy tamto, byłabym tym czy kimś innym, moje życie wyglądałoby tak, a nie inaczej, miałabym czas na to czy tamto, gdyby nie fakt, że zostałam mamą i z tak wielu rzeczy w związku z tym musiałam zrezygnować...

Z niczego nie zamierzam rezygnować, bo nie traktuję macierzyństwa w kategoriach czasu, który mi coś odbierze, lecz który mi coś doda.

Jeśli chodzi o blog – dodana zostanie nowa kategoria DZIECKO, w której pojawią się wpisy o tematyce związanej z szeroko pojętym rodzicielstwem.  Ale, ale, spokojnie, nie zamierzam Was atakować wpisami o zupkach i kupkach oraz złotymi radami na temat tego jak macie żyć i wychowywać własne dzieci;) Zamierzam w dalszym ciągu trzymać się tematyki wnętrzarskiej, ale nie zarzekam się, że nie pojawią się tu i inne wpisy, może bardziej lajfstajlowo-parentingowe. Trudno mi w tym momencie jednoznacznie określić, w jakim kierunku podąży ten dział, bo nie wiem co znajdzie się w orbicie moich zainteresowań. Czas pokaże…

Dziś chciałam Wam pokazać kącik jaki urządziłam dla córeczki w naszej sypialni. Jego podstawę stanowi wiklinowy kosz Mojżesza. Gdy tylko zobaczyłam taki „wynalazek” (wcześniej nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje) po prostu oszalałam na jego punkcie. Nie było opcji – kosz Mojżesza musieliśmy kupić i już (kosz wystarcza na pierwsze trzy, cztery miesiące życia dziecka więc poza nim kupiliśmy też tradycyjne łóżeczko).

Poza względami estetycznymi, decydującą rolę odgrywały tu też względy czysto praktyczne – taki kosz jest niewielki, w sam raz do naszego mieszkania, może też po całym mieszkaniu wędrować, dzięki czemu dziecko cały czas mamy na oku. Sprawdzi się w podróży, co w naszej sytuacji również miało kluczowe znaczenie. Rodzinę mamy w innych miastach i w związku z tym wizyty u naszych bliskich zawsze wiążą się z noclegiem, a kosz jest na tyle mały, że spokojnie można go wziąć do samochodu, dzięki czemu nasza córeczka nawet w nie swoim domu może spać w swoim łóżeczku.   

Nie byłabym jednak sobą, gdybym w ofercie dostępnej na rynku znalazła kosz dokładnie taki jak sobie wymyśliłam, a wymyśliłam sobie kosz w kolorze czerwonym. Nie pytajcie dlaczego akurat czerwony, nie mam pojęcia miał być czerwony i już – tak podpowiadała mi intuicja. A może podpowiadała mi to moja córka (?) - wszak naukowcy dowiedli już jakiś czas temu, że istnieje coś takiego jak prenatalna komunikacja między matką a jej nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Tak czy siak przeszukałam wszystkie sklepy z artykułami dla dzieci i wszystkie aukcje internetowe, i w ogóle chyba wszystko, i czerwonego kosza nie znalazłam. Poza naturalną wikliną, do wyboru były dwa kolory – biały i szary.

Znacie mnie już trochę więc pewnie domyślacie się co było dalej…

Ano kupiliśmy kosz w kolorze naturalnej wikliny, kupiliśmy czerwoną farbę z atestem dla dzieci i pewnego pięknego przedpołudnia przemalowałam kosz na czerwono.

Co było dalej… Dalej były grochy. Uwielbiam grochy, zawsze uwielbiałam, na długo, długo przed tym zanim zaczęły być modne (że się tak po hipstersku wyrażę;)). Na ścianie nad koszem pojawiły się więc grochy w postaci ściennych naklejek, czerwonej girlandy i pomponiastej girlandy w stylu boho. Obrazek z kaktusem i żółte rozety dopełniły całości. Zależało mi na tym, by ozdób nie było zbyt dużo, aby nie przestymulować dziecka. Plan był też taki, że gdy dekoracje się znudzą, można będzie je łatwo i szybko zdjąć bez gipsowania ścian i zastąpić czymś innym (dlatego jest tylko jeden obrazek, a nie kilka, nie ma półeczek itp.). Nie chciałam iść w pastele, ani biało-czarny monochromatyzm, chciałam by było wesoło, barwnie i zabawnie,  bo to w końcu kącik dla dziecka, a dzieciństwo kocha kolory, czyż nie?






5 komentarzy:

  1. Gratulacje a kosz piekny.Ja też nie wiedziałam do niedawna ze taki kosz istnieje,dopiero jak zostałam babcią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) No właśnie, tak to jest, dopóki człowiek nie ma potrzeby posiadania czegoś to i nie wie, że to jest:) A kosz jest super przydatny i sprawdza się rewelacyjnie, cieszę się, że go "odkryłam":) Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  2. Ale nowina, gratuluję z całego serca i cieszę się razem z Tobą. Dużo zdrówka dla was. Kącik jest przeuroczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie:))) Mnie też się ten kącik podoba, choć wkrótce ulegnie pewnym modyfikacjom bo stanie tam łóżeczko. Same zmiany w tej mojej, niewielkiej domowej przestrzeni;)

      Usuń
  3. Serdeczne, serdeczne gratulacje!!! Bardzo duuuże zmiany u Ciebie i takie radosne! Faktycznie, czas narodzin dziecka a potem pierwsze miesiące życia z bąbelkiem są naprawdę "ekscytujące" ;-D i jest ... inaczej. Ale tak naprawdę super jest być mamą.
    Córeczka na pewno będzie miała doskonały gust po mamie, nie może być inaczej skoro od początku ma taki gustowne gniazdko. Wiklinowe łóżeczko jest świetne,ale mnie i tak ujęła czerwona świnka skarbonka ;-D

    OdpowiedzUsuń