sobota, 20 października 2018

Trening na który masz czas czyli jak wrócić do formy po ciąży


W ciąży zastanawiałam się jak to będzie z moim powrotem do formy po urodzeniu dziecka. Nie żebym w ciąży odpuściła sobie aktywność fizyczną, wprost przeciwnie ćwiczyłam do ostatnich dni przed porodem ale… miałam na to czas i możliwości. A po urodzeniu dziecka…Na pewno nie będę mogła pozwolić sobie na systematyczny trening – myślałam. Och, jakże się myliłam! Nie wiedziałam jeszcze wtedy, ani nawet nie przeczuwałam, że nie tylko znajduję czas na solidny trening, ale ćwiczyć będę pod okiem trenera personalnego.


Moim trenerem personalnym jest MOJA CÓRKA.

Tak, właśnie ona, kilkukilogramowy bobas, który daje mi taki wycisk, że Chodakowska ze swoim „Skalpelem” to może się schować (sorry Ewka, taka prawda).

Oto jak wygląda mój codzienny plan treningowy:

1. Marszobieg z obciążeniem codziennie przez dwie do trzech godzin czyli…
spacer z wózkiem. I to nie spacer byle jaki, spacer w spacerowym tempie, spacer z przysiadaniem na mijanych w parku ławkach. Co to, to nie.
Taki trening jest dla cieniasów – zdaje się mówić moja córka i niezmiennie dba o to, by nasz spacer odbywał się w odpowiednim tempie. Tempie marszobiegu. Każda inna prędkość nie jest akceptowana. W końcu wiadomo, i moja córka też to wie, że by trening przyniósł efekty trzeba się porządnie spocić. Pocimy się więc, to znaczy ja się pocę pędząc dziesięć kilosów z wózkiem. A córka dopinguje mnie z głębin gondoli: „dawaj matka, trzymaj tempo, nie zwalniaj, dawaj, dawaj, jeszcze sto kroków, jeszcze dwieście, jeszcze tysiąc, jeszcze dziesięć tysięcy… Nie odpuszczaj! Dasz radę!”

2. Przysiady i skłony 20 razy po 10 serii czyli…
trenerka rzuca grzechotkę na podłogę, ja podnoszę,
ona rzuca - ja podnoszę,
ona rzuca - ja podnoszę,
rzuca-podnoszę,
rzuca-podnoszę,
rzuca-podnoszę,
rzuca-podnoszę…
i tak do wyrobienia codziennej normy skłonów i przysiadów. I nie ma tu żadnego oszukiwania, że niby sznurowadło mi się rozwiązało;).
- Nie ze mną te numery – głuży moja córka i odlicza: jeszcze dziesięć skłonów, jeszcze dwadzieścia, jeszcze pięćdziesiąt, jeszcze sto… Nie odpuszczaj matka! Dasz radę!”

4. Step touch, step out, V- step, heel back z obciążeniem - 4 serie po dwadzieścia minut dziennie, lub dwie serie (jedna dzienna, jedna nocna) po 40 minut czyli…
podstawowe kroki stepu wykonywane w aerobikowym tempie z trenerką na rękach. I teraz uwaga – ręce trzymające trenerkę chodzą: prawo-lewo lub góra-dół, a w tym samym czasie nogi step-out, step-touch, V- step, heel back. Jedno i drugie (nogi i ręce) mają pracować w sposób skoordynowany i rytmiczny, inaczej się nie liczy i trenerka jest niezadowolona co głośno manifestuje.
- Nie oszukuj matka, nie zwalniaj tempa, dawaj, dawaj, tempo, tempo, nie obijamy się. Jeszcze pięć minut, jeszcze dziesięć, jeszcze piętnaście, jeszcze czterdzieści… Nie odpuszczaj, matka! Dasz radę!

5. Spinanie mięśni brzucha połączone z treningiem bicepsów czyli…
schylanie się nad łóżeczkiem i podnoszenie z łóżeczka trenerki, schylanie się nad łóżeczkiem i odkładanie trenerki. Ilość powtórzeń oraz ich pora zależna od dnia i fantazji trenerki (kilkanaście, kilkadziesiąt lub kilkaset, świtem, rankiem, w południe, po południu, w nocy…) Ćwiczenie wykonywane przy gromkich okrzykach trenerki:
- Halo, halo – woła trenerka – czas na codzienną porcję ćwiczeń, halo, halo, proszę mnie natychmiast wyjąć z łóżeczka, a teraz proszę mnie odłożyć, i znów wyjąć i odłożyć, wyjąć-odłożyć, wyjąć-odłożyć, wyjąć-odłożyć. Halo, halo, no ile mam czekać, nie guzdrzemy się, trenujemy. Ćwiczysz matka, ćwiczysz! Nie odpuszczaj! Dasz radę!

6. Ćwiczenia aktywizujące mięśnie ud i łydek zwane relaksem czyli…
stopy opieramy o podstawę kosza Mojżesza i równomiernie, w tym samym spokojnym tempie poruszamy kosz nogami w przód i w tył, w przód i w tył, w przód i w tył... To ćwiczenie trenerka nazywa relaksacją, bo błogo przy nim zasypia. Jest jednak pewne zastrzeżenie – kołysać trzeba wolno i cały czas w tym samym, spokojnym tempie, wszelkie zmiany tempa są nie do zaakceptowania przez trenerkę i skutkują natychmiastowym przerwaniem relaksacji i wybudzeniem. A trening prowadzony przez niewyspaną trenerkę to... o ho, ho, wszystko co powyżej razy dwa, razy sto, razy tysiąc… także bujaj matka, bujaj, nie przestawaj, nie odpuszczaj dasz radę!;)


Post scriptum

W ciąży przytyłam 13.5 kilograma, od porodu minęło trzy i pół miesiąca, w tym czasie dzięki mojej trenerce spadło mi 8 kilo, do zrzucenia zostało jeszcze 5.5 kilograma. Myślę, że jeśli utrzymamy z trenerką tempo i grafik ćwiczeń, to rokowania na powrót do formy są całkiem optymistyczne, także lecę zaliczyć swój codzienny trening. Moja trenerka tak to zorganizowała, że na ten trening, jak każda matka, mam (bo mieć MUSZĘ!) czas i możliwości. Także nie odpuszczam! Dam radę! A jak;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz