wtorek, 13 listopada 2018

W domu z dzieckiem czyli jak poradzić sobie ze zmęczeniem przy niemowlaku



Przez całą ciążę szykowałam się na krew, pot i łzy, bo żadna z moich dzieciatych koleżanek nie lukrowała macierzyństwa. Wszystkie jednym głosem mówiły: zmęczenie jest ogromne! Teoretycznie więc wiedziałam, co mnie czeka, gdy zostanę mamą. Nie wiedziałam jednak, że na tego rodzaju zmęczenie, które dopada człowieka wraz z pojawianiem się w jego życiu dziecka, nie da się przygotować. Nie wiedziałam również, ani nawet nie przewidywałam, że rozmiar tego zmęczenia nie raz mnie pokona, choć wcale nie należę do mięczaków. Dość szybko zorientowałam się, że przy dziecku zmęczenia nie da się uniknąć, nie da się go wyeliminować, trzeba nauczyć się z nim żyć i jakoś sobie z nim poradzić. Oto moje sposoby na zmęczenie przy niemowlaku.

1. Joga

Joga to coś co naprawdę mnie ratuje i polecam ją wszystkim zmęczonym mamom. Joga świetnie działa na kręgosłup i wszelkie przykurcze w ciele, które chcąc nie chcąc pojawiają się gdy przez cały dzień opiekujemy się niemowlakiem. Nagle bowiem ciało układa się w zupełnie inny sposób niż dotąd. Zaokrąglamy plecy podczas karmienia, garbimy się nosząc dziecko, tuląc je, lulając, podnosząc z łóżeczka, bawiąc się z nim na macie itp.. Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na naszą szyję, barki, ramiona, plecy… A sesja jogi na takie obolałe ciało działa jak najlepszy masaż:) Poza wszystkim joga relaksuje umysł, wycisza go i uspokaja, zwalnia gonitwę myśli, sprawia, że nabieramy dystansu do tego co dzieje się w naszym życiu, a na trudne sytuacje patrzymy inaczej. Nasze zmęczenie nabiera nagle innego wymiaru, staje się łatwiejsze do zaakceptowania niż przed praktyką.

Powiem Wam, że gdyby nie joga, byłoby ze mną kiepsko. I dlatego, mimo że od porodu (czyli od czterech miesięcy z kawałkiem) śpię w nocy średnio około czterech godzin z przerwami (bywa że dwie, bywa że trzy, była że cztery, bywa że cztery i pół, ale nie dłużej) zwlekam się resztą sił, pakuję torbę i matę, i idę na jogę. I choć zwykle BARDZO nie chce mi się ruszyć gdziekolwiek, bo jestem senna, zmęczona i osłabiona, to wiem, że jeśli odpuszczę praktykę i zostanę w domu, będę się czuła dużo gorzej niż gdy pójdę poćwiczyć. Po jodze natomiast mam więcej energii do całodziennego zajmowania się niemowlakiem i poczucie, że mimo przedłużającego się deficytu snu, jednak dam radę.

Mieszkam w takim miejscu, że mam wokół siebie kilka szkół jogi. Wybrałam taką, która jest najbliżej. Dzięki czemu w domu nie ma mnie dwie godziny, czyli udaje mi się poćwiczyć między karmieniami, a w tym czasie mąż zajmuje się córeczką. Wiem jednak, że nie każda z Was ma możliwość wyjścia z domu na zajęcia. To nie znaczy, że musicie rezygnować z jogi. Jogę z powodzeniem można ćwiczyć w domu. Do takiej domowej praktyki polecam Wam gorąco kanał Małgosi Mostowskiej na YouTube (MMYoga), który moim zdaniem jest po prostu doskonały i to zarówno dla osób zaczynających praktykę jak i tych zaawansowanych.

2. Wypłakanie się

Kiedy jestem tak zmęczona, że czuję, że doszłam do ściany, że nie jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej, że nie mam siły i energii. Kiedy czuję, że ani moje ciało ani mój umysł nie działają tak jak powinny, że są tak wyczerpane, że nie dają już rady to… idę się wypłakać. Płacz oczyszcza więc sobie na niego pozwalam i nie traktuje go jako objawu słabości lecz jako element radzenia sobie z trudnymi emocjami, ze zmęczeniem, wyczerpaniem, przepracowaniem, stresem. Wychodzę do drugiego pomieszczenia, tak by moja córka nie widziała smutnej mamy (dzieci są bardzo wrażliwe na nasze emocje i silnie z nimi rezonują) i płaczę. Płaczę tak długo jak tego potrzebuję, płaczę aż wypłaczę całe to zmęczenie. Mojemu płaczowi często towarzyszy szorowanie wanny albo szafek w kuchni, bo tak łatwiej i szybciej udaje mi się dać ujście nagromadzonym we mnie emocjom;) Płaczę dopóki nie nie zejdzie ze mnie całe zmęczenie i stres. Płaczę, żeby się oczyścić i uwolnić od tego, co mnie uwiera, co mi przeszkadza, co jest dla mnie problemem. Płaczę, bo wolę się wypłakać niż tłumić w sobie emocje. Wiem, że stłumione emocje sprawiają, że czujemy się fatalnie psychicznie ale też cierpi na tym nasze ciało, bo tworzą się w nim blokady, które w efekcie mogą prowadzić do wielu poważnych schorzeń. Tymczasem kiedy się wypłaczę to zwyczajnie mi ulży, poczuję się lepiej, pozbędę wewnętrznych napięć i potem będę mogła wyjść do córki z dobrymi emocjami, a ona będzie miała mamę, która się do niej uśmiecha, która się z nią bawi, która się wygłupia i śpiewa jej na cały głos piosenki, a nie taką, która cały czas tłumi emocje i przez to przez cały dzień jest podminowana, sfrustrowana, opryskliwa i zła.

3. Spacer z wózkiem

Spacer z wózkiem bardzo mi pomaga uporać się ze zmęczeniem, bo nie traktuję go w kategoriach obowiązku, że wiecie: „z dzieckiem codziennie trzeba wyjść na spacer”, ale jako czas dla siebie. W wózku moja córka zwykle śpi więc mam te dwie, trzy godzinny dziennie (bo tyle zwykle trwają nasze spacery) by pomyśleć, pobyć w ciszy, pobyć sama ze sobą, pooddychać głęboko, pogapić się na drzewa albo wodę (widok wody – rzeki, jeziora bardzo mnie relaksuje), wyciszyć się, uspokoić, czasami posłuchać muzyki na telefonie, czasami posłuchać audiobooka, czasami do kogoś zadzwonić czyli zrobić wszystko to, na co w domu nie mam czasu i możliwości. Z chodzeniem jest trochę tak jak z płaczem – chodzenie oczyszcza. Idziesz przed siebie i z każdym krokiem, z każdym pokonanym metrem i kilometrem ubywa ci zmęczenia, a przybywa sił, dodatkowo porządnie się dotleniasz co też nie pozostaje bez wpływu na samopoczucie. Jasne, że nie zawsze chce mi się iść na spacer z wózkiem, są dni gdy pada, gdy wieje, gdy jest zimno i zwyczajnie nie chce się nigdzie wychodzić, za to bardzo chce mi się zostać w ciepłym domu, a jeszcze bardziej chce mi się spać;). Staram się jednak zebrać w sobie i codziennie, bez względu na wszystko, na ten spacer z wózkiem pójść. Gdy wracam po spacerze do domu, to pomimo wysiłku fizycznego, jestem mniej zmęczona niż przed wyjściem.

4. Praktyka wdzięczności

Usłyszałam gdzieś ostatnio bardzo mądre słowa, brzmiały one mniej więcej tak: „na drugim biegunie szczęścia wcale nie jest nieszczęście ale brak wdzięczności”. Słowa te bardzo do mnie trafiły, bo pomyślałam sobie jak wiele rzeczy w swoim życiu przyjmujemy za pewnik, za coś co jest bo jest, bo mamy to od zawsze (ręce, nogi, wzrok, słuch itp.) i nie czujemy jakiejś specjalnej wdzięczności z tego powodu. Przyznam szczerze, że choć na temat wdzięczności sporo w swoim życiu przeczytałam i usłyszałam, jej praktykowanie wychodziło mi różnie. Bywały tygodnie i dni, że przed położeniem się spać wymieniałam wszystkie rzeczy za które jestem wdzięczna i za nie dziękowałam, a bywało, że z tematem wdzięczności zupełnie było mi nie po drodze.

Wszystko zmieniło się gdy urodziłam dziecko. Od kiedy córka jest na świecie, każdego wieczoru gdy stoję przy jej łóżeczku czekając aż zaśnie, dziękuję za to, że ją mam i że mam ją zdrową. Wracam myślami do całego naszego dnia i dziękuję za wszystko co się wydarzyło i co było naszym udziałem – karmienie, przewijanie, spacer, zabawa, śmiech, wygłupianie się, przytulanie, ćwiczenie na macie, oglądanie książeczki itp. I kiedy robię takie podsumowanie dnia to widzę, że tych aktywności jest tyle, że mam prawo być zmęczona, bo faktycznie przez cały dzień rzetelnie zajmuję się moim dzieckiem. Widzę też, że moje zmęczenie czemuś służy i na coś się przekłada – córeczka jest zdrowa, silna, pięknie rośnie i dobrze się rozwija. Wiem, że to nie dzieje się samo z siebie lecz jest efektem między innym czasu, który jej poświęcam. Wtedy łatwiej jest mi zaakceptować moje codzienne wyczerpanie i permanentny brak snu, bo widzę, że to ma sens. I choć jestem zmęczona to jestem też wdzięczna za to zmęczenie, bo dzięki niemu mam zdrowe, szczęśliwe, zadbane i zaopiekowane dziecko, które wychowuje się w poczuciu, że mama je kocha i ma dla niego czas.

5. Wsparcie

Myślę, że w przypadku zmęczenia, tak jak w przypadku każdego innego, trudnego stanu, który przeżywamy, najważniejsze jest czyjeś wsparcie. I nie chodzi tu o otrzymywanie „dobrych rad” w stylu: „nie karm w nocy, weź ją na przeczekanie”, albo „nie noś bo się przyzwyczai” albo „nie reaguj jak płacze, bo się nauczy i będzie wymuszać”* , bo myślę, że większość mam intuicyjnie wie co ma robić, a jeśli nie wie to o te rady prosi, ale o słowa wsparcia i otuchy. Jedno empatyczne „rozumiem cię”, „wiem co przeżywasz”, „domyślam się jak jest ci ciężko” jest zwykle tym co sprawia, że zwyczajnie jest mi łatwiej. Bo przecież nie chodzi o to, by ktoś autorytatywnie stwierdził, że na pewno to czy to robisz źle i dlatego się nie wysypiasz, nie masz czasu dla siebie, jesteś zmęczona itp., ale by czasem fizycznie a czasem symbolicznie potrzymał cię za rękę, poklepał po ramieniu, powiedział, że „nie jesteś sama” i po prostu z tobą współodczuwał. Tylko tyle i AŻ tyle...

A Wy jak radzicie sobie ze zmęczeniem? Dajcie znać, może wzajemnie się zainspirujemy:)

*o tym, że nie należy słuchać tego rodzaju rad, gdyż można wyrządzić swojemu dziecku krzywdę, mówi coraz więcej badaczy, psychologów i pedagogów, którzy wykazują, że brak reagowania na płacz dziecka, brak lulania, przytulania itp., prowadzi w efekcie do nieprawidłowego wykształcenia się mózgu i układu nerwowego, co w dorosłym życiu skutkuje depresjami, problemami z samooceną i samoakceptacją, nieumiejętnością budowania relacji, nieumiejętnością wyrażania uczuć itp. Zainteresowanym tą tematyką polecam świetną książkę „Mądrzy rodzice” Margot Sunderland



2 komentarze:

  1. Wszystko co napisałaś to święta, przenajświętsza prawda i tego się trzymaj kochana. Co do sposobów radzenia sobie ze zmęczeniem to chyba też wyczerpałaś temat, bo co tu więcej radzić? Najbardziej rozczuliłaś mnie "praktyką wdzięczności", ponieważ to chyba jeden ze sposobów który mi do teraz pomaga i to w różnych sytuacjach życiowych. Jak się człowiek dobrze zastanowi to okazuje się że mamy cudowne życie i dary z niebios choćby w postaci dzieci ;-).
    Czytam sobie Twoje przemyślenia i widzę jaką jesteś cudowną i mądra mamą (tatusiowi też się należy medal bo dzielnie wspiera mamę) a do tego utalentowaną i aż zazdroszczę Twojej córce ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dziękuję Ci bardzo za tyle ciepłych słów. Aż się robi ciepło na sercu:))) Mamą staram się być najlepszą jaką potrafię i przede wszystkim świadomą - polegam na intuicji, ale też dużo czytam o rozwoju dziecka, staram się uczestniczyć w różnych warsztatach itp. Mam świadomość, że wychowanie dziecka to bardzo odpowiedzialne zadanie i w tej kwestii akurat nie idę na żywioł;) - radzę się mądrzejszych od siebie. Wiem jednak, że mimo najlepszych chęci nie uniknę błędów - popełniam je i w przyszłości też pewnie popełnię... A co do tatusia - to fakt, mój mąż jest fantastycznym mężczyzną, który wspiera mnie jak nikt i jest cudownym ojcem dla naszej córeczki. Wiem, że pod tym względem mam wielkie szczęście i za to też każdego dnia dziękuję:)

      Usuń