niedziela, 27 stycznia 2019

Paradoksy bycia matką


Życie matki składa się z paradoksów. 
Bo czy paradoksem nie jest, że:

1. Idziesz do fryzjera szczęśliwa, że wreszcie możesz wyrwać się z domu i przez dwie godziny nie musieć karmić, przewijać, lulać, nosić na rękach i śpiewać wymyślanych na poczekaniu piosenek, czyli przez dwie godziny możesz być bez dziecka, po czym gdy tylko wejdziesz do fryzjera i siądziesz w fotelu, już skręca cię z tęsknoty za maluchem i gdyby nie to, że masz farbę na głowie w te pędy wracałabyś do domu, do dziecka...

2. Wybija dziewiętnasta, co oznacza, że twoje dziecko wreszcie zasnęło po całym niemiłosiernie dłuuuugim dniu i masz niecałe trzy godziny dla siebie, zanim znów się obudzi. I co robisz w tym czasie, czasie tylko dla siebie? Czytasz książkę, oglądasz film, nadrabiasz zaległości pielęgnacyjne, gapisz się bez celu w sufit, bo tak jesteś wykończona całodzienną opieką nad niemowlakiem? Nie! Wyciągasz telefon i... z rozczuleniem oglądasz zdjęcia swojego dziecka. Dziecka, które śpi w pokoju obok.

3. Zmęczona obracaniem się przez całą dobę w okołodziecięcych tematach idziesz do księgarni z zamiarem kupienia sobie jakiejś fajniej książki, najlepiej grubej powieści albo nawet dwóch. Chcesz wreszcie poczytać coś niemamowego. Po czym wracasz ze stosem poradników o: wychowaniu dziecka, pielęgnacji dziecka, rozwoju dziecka, psychologii dziecka itp...

4. Idziesz na spektakl, o którego obejrzeniu marzyłaś od wielu lat. Świetny tekst, doborowa obsada, po czym zamiast skupić się na fabule i cieszyć z możliwości oglądania sztuki, zamiast być tu i teraz, ty co chwilę ukradkiem zerkasz na wyciszony telefon i zastanawiasz się co tam w domu i jak twoje dziecko, które jest pod świetną opieką swojego taty, znosi trzygodzinną rozłąkę z mamą czyli tobą…

5. Od kilku dni twoje dziecko zachowuje się inaczej niż zwykle, jest marudne, płaczliwe, w nocy nie śpi jeszcze bardziej niż zwykle, ma podwyższoną temperaturę. Umawiasz je na wizytę do pediatry, a zanim ta nastąpi zaniepokojona obserwujesz co się będzie działo… Wyobraźnia pracuje i podsuwa najróżniejsze wizje z pobytem w szpitalu włącznie, swoje też dokłada wujek Google. Zaczynasz zanosić modły do wszystkich świętych, żeby to nie było nic groźnego. I nagle… okazuje się, że to idą zęby. Wiesz, że w najbliższym czasie dziecko da ci popalić i lekko nie będzie, ale oddychasz z ulgą, że to tylko (!) zęby.

6. Środek nocy, ty znowu na nogach, od jakiegoś czasu przestałaś już liczyć pobudki, nie ma sensu, częściej nie śpisz niż śpisz. Ledwie żywa i obolała od ciągłego schylania, stoisz nad łóżeczkiem i nagle przypomina ci się jak tuż przed zajściem w ciążę byłaś na wakacjach. Spałaś sobie ile wlezie w hotelowym łóżku, pluskałaś się w ciepłym morzu i jeszcze cieplejszym basenie, i miałaś tyyyyyyle czasu na wszystko i tyle sił, i tyle energii. I czujesz jak bardzo, bardzo do tego tęsknisz. Do tego basenu, luzu, czasu i beztroski. A potem przychodzi ci do głowy szatański pomysł – rzucić to wszystko w cholerę i pojechać na wakacje. Teraz są świetne oferty wyjazdów do ciepłych krajów, widziałaś, bo na mejla przyszedł ci newsletter biura podróży. W myślach już pakujesz torbę, wrzucasz do niej strój kąpielowy i plażowy ręcznik. Tak, tylko wizja, że już za chwileczkę, już za momencik popluskasz się w ciepłym basenie pozwala ci przetrwać tę noc. Nastaje ranek. Zdeterminowana wyjmujesz torbę, wrzucasz do niej strój kąpielowy i plażowy ręcznik, dorzucasz jeszcze kilka niezbędnych rzeczy po czym… idziesz ze swoim szkrabem na basen, na zajęcia z pływania dla niemowląt. I bawisz się lepiej niż na wszystkich all inclusive w twoim życiu:) I zachodzisz w głowę jak w ogóle mogło ci przyjść do głowy, żeby wyjechać na wakacje i zostawić swojego rozkosznego, najkochańszego na świecie kilkumiesięcznego malucha. No jak coś takiego mogło ci przyjść do głowy?!!!

Oto moja lista codziennych paradoksów, dorzucicie do niej coś swojego?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz