poniedziałek, 11 lutego 2019

Nieoczywiste rozwiązania czyli co można zrobić z tapetą



Zawsze szukałam w życiu nieoczywistych rozwiązań i tak mi zostało do teraz. Jeśli czytacie mnie regularnie wiecie doskonale, że uwielbiam wykorzystywać różne rzeczy niezgodnie z przeznaczeniem. Nadawać im nowe funkcje i całkiem nowe życie. Takie na przykład tapety... Kto powiedział, że tapety służą wyłącznie do wykładania nimi ścian? Jasne, można wytapetować ścianę albo dwie, albo pół ściany albo cały pokój, ale można też… Zresztą przeczytacie sami…


Przygodę z tapetą w moim remontowanym mieszkaniu zaczęłam od drzwi do spiżarki. Drzwi nadawały się do wymiany, nie że zepsute czy zniszczone, tylko styl już nie ten… I byłabym drzwi wymieniła w te pędy, gdyby na przeszkodzie nie stanęły ich wymiary. Okazało się, że drzwi w takiej wielkości współcześnie próżno szukać… Zmartwiłam się, ale tylko na chwilę. Wiedziałam bowiem, że życie samo przyniesie rozwiązanie tego problemu. I przyniosło. Drzwi postanowiłam wytapetować! Umyłam je, odtłuściłam, rozrobiłam klej do tapet, przycięłam tapetę, położyłam ją na drzwiach, a potem trzykrotnie zalakierowałam matowym lakierem akrylowym. 




Drzwi wyszły na tyle fajnie, że postanowiłam iść za ciosem i wytapetować pozostałe drzwi w moim mieszkaniu. Tym sposobem, stare prl-owske drzwi zamiast wylądować w kontenerze, doczekały się drugiego życia, a wpisy o nich znajdują się na szczycie listy najczęściej czytanych wpisów na tym blogu. 

O metamorfozie drzwi do kuchni przeczytasz TU


O metamorfozie drzwi do łazienki przeczytasz TU 


Jeśli więc macie w domu całkiem dobre drzwi, które chcielibyście jakoś odmienić, to owszem najprostszym sposobem jest je odmalować, ale czy nie fajniej, oryginalniej, ciekawiej będą wyglądały oklejone tapetą?

Drzwi do schowka nie były wcale pierwszymi drzwiami, które okleiłam. Co to to nie… Pierwszymi drzwiami były drzwi do szafy przesuwnej w moim starym mieszkaniu. Szafa stała w przedpokoju, a drzwi, jak to zwykle w szafach przesuwnych z tamtych czasów, wykonane były z płyty w brązowej okleinie. Nie mogłam, po prostu nie mogłam na ten brąz patrzeć. Któregoś pięknego dnia obudziłam się z mocnym postanowieniem ich zmiany i zmieniłam brązowe połacie na... połacie wrzosów. Kupiłam fototapetę i nakleiłam ją na drzwiach przesuwnych, tapetę zabezpieczyłam lakierem i volià, zamiast widoku brązowej okleiny miałam widok rodem z Prowansji (tak to były czasy gdy we wnętrzach królował styl prowansalski…). 


Potem moda się zmieniła i wszyscy, ze mną włącznie, oszaleli na punkcie bieli i szarości. Prowansalskie widoki na szafie zastąpiły biało-szare pasy. Jedną tapetę zdarłam, drugą nakleiłam i szafa, choć w dalszym ciągu ta sama, znów wyglądała inaczej.


Na podobnej zasadzie zrefreszingowałam kredens kuchenny we wnętrzu, o którego metamorfozę mnie poproszono. Kredens wystarczyło przemalować, ale nie byłabym sobą i efekt nie byłby taki, gdybym nie dodała coś jeszcze – i dodałam, na kredens nakleiłam wycięte z tapety motywy. 



Tapetą oklejałam też drewniane krzesła – kładłam tapetę na siedzisko lub plecy, albo jedno i drugie, czasami tylko na nogi, zależnie od tego co podpowiadała mi fantazja. Tapetą wyklejałam blat biurka, przy którym uczyłam się i pracowałam. Kładłam tapetę na stoliki kawowe, szafki nocne, półki i komody. Wybaczcie brak dokumentacji fotograficznej, ale było to w czasach przed Facebookiem, Instagramem i Pinteresem… Tapetowanie mebli, było najszybszym i najefektowniejszym sposobem na ich odmianę. O ile bowiem w przypadku malowania mebli czas takiej renowacji trwa, bo trzeba podłoże solidnie przygotować (usunąć stare powłoki malarskie, wyszlifować, odtłuścić itp., itd.), by farba nie odpadała, o tyle przy tapetowaniu mebli nie ma tyle zachodu. Powierzchnia musi być czysta i w miarę gładka, i można nakładać tapetę...

Tapety świetnie też się sprawdzają w roli dodatków. W moich wnętrzach bywały już solidnych rozmiarów obrazy, które budziły nieodmiennie zachwyt gości (ale fajny obraz, gdzie kupiłaś?!) i ich zdziwienie (nie gadaj, nie wierzę, że to jest zwykła tapeta). Tak w ramach za szkłem wisiały u mnie tapety, zawsze jednak wybierałam te o rzadkich, niespotykanych, mało popularnych wzorach. Dzięki takim obrazom – mniejszym lub większym, jednym lub kilku, mogłam w kilka minut całkowicie odmienić wnętrze.

Zdarzało mi się też okładać tapetami książki, by te tworzyły na półce spójną kolorystycznie całość.

Zdarzało mi tapetami oklejać doniczki z kwiatami.

Zdarzyło mi się wytapetować kanciasty klosz lampy wiszącej.

Zdarzyło mi się włożyć kawałek tapety za szybę i umieścić ją nad zlewem, by chroniła ścianę zamiast kafelków.

Zdarzyło mi się także nakleić tapetę na szybę w drzwiach od pokoju i drzwiach od łazienki.

Bo tak naprawdę pomysły na tapety nigdy się nie kończą… Tapety mają o wiele więcej zastosowań niż by się powszechnie wydawało. Trzeba tylko dać im szansę… A poza ścianami można też wytapetować sobie... sufit (do czego od jakiegoś czasu sama się przymierzam). Bo sami pomyślcie jak by to było fajnie budzić się i zasypiać z jakimś fantastycznym widokiem nad głową... :)







2 komentarze:

  1. Witaj, witaj, jak zwykle Twoja wyobraźnia jest niewyobrażalna :-) Pięknie to wszystko wymyśliłaś, pięknie! Z przygód oklejankowych to mam tylko oklejenie stojącego wieszaka drewnianego drewnianego, pudełek po papierze i klosza lampki. Wieszak został oklejony włoską gazetą ;-) a pudełka i klosz tapetą z komiksem (wiadomo do pokoju nastolatka). Drzwi nie oklejałam,ale pomysł przedni! pozdrawiam
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, na Ciebie w tej kwestii zawsze można liczyć:) U mnie to wszelkie pomysły rodzą się z braku. Braku czegoś tam w sklepach... Idealnie tu się sprawdza powiedzenie, że potrzeba matką wynalazku. Co do Twoich prac to sama gazetami nic nie oklejałam jak dotąd, ale wielokrotnie mnie korciło, bo widziałam takie realizację i wyglądały super. A jak sobie wyobraziłam taki stojący wieszak to hm... no nie wiem, trzeba by chyba skoczyć do kiosku ;)

      Usuń