niedziela, 3 lutego 2019

Zabawki dla niemowlaka – co warto kupić, subiektywny przegląd




Kiedy szykowaliśmy się do powitania naszej córeczki na świecie zgodnie zdecydowaliśmy, że nie będziemy od początku kupować wielu zabawek. A te, które kupimy, kupimy z rozmysłem. 


Tego rodzaju decyzja podyktowana była kilkoma czynnikami:
- po pierwsze chcieliśmy obserwować córkę i na bieżąco kupować to, co na danym etapie rozwoju mogłoby jej się spodobać i czym mogłaby się bawić
- po drugie nie chcieliśmy przestymulować córki, zwłaszcza że wiedzieliśmy, iż na pierwszym etapie życia niemowlak bardziej potrzebuje bliskości mamy i taty, niż zabawek
- po trzecie zwyczajnie nie mamy w domu miejsca na stosy zabawek, które może się przydadzą a może nie...

Dzięki takiemu podejściu udało nam się zrobić naprawdę udane zakupy i nie zagracić kompletnie mieszkania stertą niepotrzebnych rzeczy.
Oto co w naszym przypadku się sprawdziło i co polecam na pierwsze pół roku życia z niemowlakiem:

1. Huśtawka

Kupiliśmy huśtawkę, gdy córka miała niespełna dwa miesiące i powiadam Wam były to najlepiej zainwestowane pieniądze. Huśtawka, którą kupiliśmy przeznaczona jest dla dzieci od pierwszych dni życia do 10 kilogramów i stawia się ją na podłodze. Huśtawka posiada trzy stopnie rozkładania (w tym rozkładała się do pozycji leżącej, co jest niezwykle istotne w przypadku maluszków, które jeszcze nie siadają), zasilana jest z sieci lub na baterie i posiada trzy stopnie bujania więc cała robota z huśtaniem robi się sama:)

Huśtawka ratowała nas w sytuacjach, gdy córka cierpiała z powodu bólów brzuszka w trakcie dojrzewania układu pokarmowego, gdy nie mogła zasnąć, gdy chcieliśmy ją wyciszyć - na przykład po odwiedzinach gości, ale także wtedy gdy potrzebowaliśmy chwili na zjedzenie obiadu czy wypicie herbaty. W upalne dni stawialiśmy huśtawkę na balkonie, okrywaliśmy ją dołączoną moskitierą i córka huśtała się na powietrzu, często przy okazji słodko sobie drzemiąc. Właściwie od momentu kupna aż do teraz, gdy córka ma siedem miesięcy, huśtawka jest w stałym użyciu. Gdy muszę ugotować obiad, rozwiesić pranie, poprasować itp. wówczas wkładam córkę do huśtawki, dzięki czemu nie leży samotnie w łóżeczku lecz towarzyszy mi w codziennych czynnościach, o których jej przy okazji opowiadam. Przy tym wszystkim bardzo przestrzegam zasady, by córka nie spędzała w huśtawce więcej niż półtorej godzinny dziennie. Wydaje mi się, że dłuższy pobyt w huśtawce może być niezdrowy dla jej kręgosłupa.

2. Kostka i książeczka sensoryczna

Zarówno kostkę jak i książeczkę dostaliśmy w prezencie (dzięki Dora:)) i córka je po prostu uwielbia. Nie ma nic przyjemniejszego niż miętoszenie szeleszczących tasiemek, ciągnięcie za nie, wkładanie ich do buzi, okręcanie wokół paluszków, przekładanie kostki z ręki do ręki, potrząsanie nią i słuchanie jaki dźwięk wydaje, oglądanie książeczki, przeglądanie się w lusterku itp. Żaden gryzak nie sprawdził się u nas tak dobrze podczas ząbkowania jak właśnie kostka i książeczka:).

3. Małpka Eryk czyli przytulanka-kocyk dla niemowląt

Eryka wypatrzył i kupił córce mój mąż, który uznał, że Mała na pewno go pokocha. Cóż, miał rację – to była miłość od pierwszego wejrzenia (przytulenia). Kawałek miękkiego materiału z supełkami i doszytą główką małpki – niby nic szczególnego, a to jedna z najulubieńszych zabawek naszej córki. Z Erykiem (imię fabryczne, którego z lenistwa nie zmienialiśmy, bo nie chciało nam się wymyślać nic nowego) nasza córka spędza całą dobę. Przytula go na dobranoc, tarmosi na dzień dobry, podgryza przy ząbkowaniu, gaworzy do niego różnym tonem i z różną intonacją, śpiewa mu piosenki (w jej tylko i Eryka znanym języku) po prostu nie może się bez niego obyć. Eryk jest w ciągłej zabawie i w ciągłym... praniu.

4. Piankowe puzzle i kolorowa mata edukacyjna

Przychodzi taki czas w życiu niemowlaka, gdy łóżeczko staje się do zabawy za małe i… zbyt nudne. Kiedy nasza córka zaczęła próby z przewracania się na brzuszek, a potem na boki, ulubionym miejscem jej zabaw stała się podłoga. Najpierw, gdy przewrotki nie były jeszcze tak zaawansowane, zabawy odbywały się na kolorowej, mięciutkiej jak kołderka, macie edukacyjnej. Później matę zastąpiły puzzle, które lepiej niż mata przylegają do podłoża i amortyzują wszelkie upadki. Poza tym z perspektywy podłogi świat wygląda przecież inaczej i dużo ciekawiej niż z perspektywy łóżeczka, łóżka rodziców czy ramion rodziców:).

5. Książeczki

Nasza córka książeczki uwielbia właściwie od urodzenia, ale po rodzicach – zapalonych czytelnikach i humanistach - genetycznie była chyba na to skazana:). Od pierwszych chwil, gdy tylko zaczęła wyraźniej widzieć, jej wzrok najbardziej przykuwały stojące na regałach książki. Najpierw uważnie się im przyglądała, potem wyciągała do nich rączki, by w końcu stały się ulubioną „zabawką”.
Te czarno-białe przeznaczone dla niemowląt w jej przypadku zupełnie się nie sprawdziły, nie wykazywała nimi najmniejszego zainteresowania. Od początku ciekawiły ją wyłącznie książeczki dla starszych dzieci, kolorowe i z tekstem.

Zaczęłam czytać córce właściwie od początku. Gdy leżała tylko na plecach, układałam się z nią na łóżku i czytałam jej, pokazując obrazki i objaśniając to, co oglądamy. Gdy zaczęła leżeć na brzuszku, oglądałyśmy książeczki w tej pozycji. Od mniej więcej szóstego miesiąca chce „czytać” sama, to znaczy nie chce bym ja trzymała książeczkę, tylko wyrywa mi ją i chce trzymać sama, sama też przerzuca strony (najlepiej radzi sobie ze stronami z grubszej tektury, takie ze śliskiego papieru przerzuca hurtowo, jak się złapią, na przykład po pięć na raz;)) i sprawia jej to wielką frajdę. A ja mam cichą nadzieję, że umiłowanie do książek nie minie jej z wiekiem.

6. Interaktywna siłownia dla niemowląt

Siłownia to nasz kolejny hicior! Córeczka ją uwielbia. Idea siłowni polega na tym, że dziecko leży na plecach lub brzuszku (w wersji podstawowej, bo tak naprawdę kombinacji zabawy jest wiele) i ma nad sobą ma kolorowy pałąk z grzechotkami, gryzakami i zabawkami, które może łapać, kopać i do których może się podciągać. Dzięki temu ćwiczy mięśnie rąk, nóg, pleców i karku niczym na prawdziwej siłowni;). W dole, na wysokości nóżek jest pianinko, w które można walić nóżkami i wygrywać melodyjki (my zakleiliśmy mikrofon, by przyciszyć nieco dźwięk pianinka, tak by sąsiedzi pod nami nie musieli go słyszeć – byłam, pytałam, nie słyszą:)). Naszej córce, która jest dzieckiem bardzo ruchliwym i ciekawym wszystkiego, zabawa w siłowni sprawia autentyczna radość – te wszystkie podciągania się, wygibasy, kombinacje chwytów i figur akrobatycznych, jakie wykonuje wprawiają nas w osłupienie, rozbawienie i zachwyt, a ją w autentyczną radość. Czy muszę dodawać, że po takiej zabawie jest tak wymęczona, że idzie grzecznie spać?;)

Jak widzicie lista nie jest długa. Oczywiście poza wymienionymi, nasza córka ma jeszcze kilka innych zabawek, ale… no właśnie leżą bezużytecznie w pojemniku. Szczęśliwie nie jest ich zbyt wiele. A nasze dziecko, jak pewnie wiele innych dzieci, dużo bardziej niż zabawkami dla dzieci jest zainteresowana otaczającą ją rzeczywistością i zabawkami dla dorosłych;)

A jak jest u Was? Co się sprawdza?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz