poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Nic nie jest takie, jakie się wydaje czyli płyn do dezynfekcji diy



- No wreszcie – westchnął ni to z ulgą ni to z przyganą.
- No wreszcie: co? - zapytałam
- No wreszcie się doczekałem – odparł enigmatycznie.
- Czego?
Znów westchnął, przewrócił oczami i spojrzał na mnie tak, jakby odpowiedź dla wszystkich wokół była jasna, tylko nie dla mnie.
- AWANSU – powiedział znaczącym tonem.
- Awansu? - zdziwiłam się, możliwie, że nazbyt przesadnie.
- Tak, awansu – potwierdził, wyraźnie urażony moją nietaktowną reakcją. - Nie rozumiem co ciebie tak dziwi. W końcu po tylu latach awans mi się należy.
- Należy, należy jak najbardziej – przytaknęłam entuzjastycznie, próbując pokryć wcześniejszą gafę. - Gratuluję! - oznajmiłam z głębi serca.
- Dziękuję – mruknął tonem łaskawcy.
- I co teraz? - zapytałam. - To znaczy masz jakieś plany na przyszłość?
- Och przyszłość widzę świetlaną – rozmarzył się - otwiera się przede mną moc możliwości, nowe perspektywy.
- Aż tak? To wspaniale! - powiedziałam.
- Aż tak, aż tak – przedrzeźnił mnie. - Właśnie tak! - rzekł z mocą. - Zyskuję popularność, dużą popularność i to w zupełnie innych kręgach niż dotąd. Awansowałem nie tylko zawodowo ale też społecznie! – wyjaśnił mi, by nie było wątpliwości jakiej rangi to awans.
- Fiu, fiu, to nie wiem czy się będziesz jeszcze ze mną zadawał – zażartowałam.
- Zobaczymy – mruknął całkiem serio, zupełnie jakby wraz z awansem stracił poczucie humoru.
- W każdym razie między KIEDYŚ a TERAZ jest OGROMNA różnica. Sama wiesz jak to kiedyś było, kto głównie korzystał z moich usług i w jakich okolicznościach… - spojrzał na mnie wymownie, a ja potakująco skinęłam głową. – No właśnie – kontynuował – nie zliczę ile to razy musiałem słuchać w robocie tych wszystkich bełkotliwych pieśni, tych rybek co śpią w jeziorze, tych sokołów i dzieweczek co szły do laseczka. Dzień w dzień to samo. Prawie się nerwicy nabawiłem. Bo idziesz do roboty i myślisz: dziś może będzie kulturalnie, a za każdym razem jest przaśnie i biesiadnie. Kto normalny by to wytrzymał? Kto?!
Zapadła cisza. I trochę zaczęła się przedłużać więc przerwałam ją mówiąc:
- Nikt normalny.
- Właśnie! - potwierdził triumfalnie. - Ten wirus to dla mnie takie szczęście w nieszczęściu – wygłosił i zamyślił się. - Bo z jednej strony smutek wielki i żal, a z drugiej, no wiesz... – spojrzał na mnie szkliście – ludzie wreszcie mają do mnie szacunek. Liczą się ze mną. Potrzebują mnie. Chcą ze mną przebywać, chcą się ze mną przyjaźnić. Dostrzegają, że ze mnie to nie tylko kompan do kielicha, do świętowania albo zapijania smutków, ale też ktoś kto w tej całej epidemii może im pomóc i… pomaga – wygłosił i zamilkliśmy oboje.

Patrzyłam na niego i po raz pierwszy od kiedy się znamy, zrobiło mi się go żal i zrobiło mi się głupio. Byłam jedną z tych osób, która postrzegała go w sposób powierzchowny. Myślałam, że jest taki jaki się wydaje i nigdy nie zadałam sobie trudu, by zajrzeć głębiej. Myślałam, że ma klawe życie – impreza za imprezą, kto nie chciałby takiej roboty? Widywałam go zawsze w głośnym, rozrywkowym towarzystwie i zakładałam z góry, że to mu odpowiada, że jest spełniony, szczęśliwy…
A teraz, po tym co mówił, przyszło do mnie nagle, że on ani nikt inny, nie jest tym tylko kim nam się wydaje. Że każdy ma marzenia, tęsknoty i potrzeby, niekoniecznie związane z tym co robi na co dzień. Że nikt nie chce być zamknięty w ramę słowa, zdania, zawodu, znaku, symbolu... Że od czasu do czasu trzeba się wymknąć regułom, schematom i szablonom. Że tak łatwo oceniamy tylko po pozorach, uznajemy, że ktoś nadaje się tylko do jednego i przyklejamy etykiety…
Jemu też przykleiliśmy: SPIRYTUS 70% RATYFIKOWANY, NAJLEPSZY DO NALEWEK!

I tak, szczęście w nieszczęściu, że w końcu awansował - na płyn do dezynfekcji wszystkiego i odtąd ratuje nam życie. Codziennie ratuje nam życie!


Przepis na płyn do dezynfekcji wszystkiego:

- 300 ml spirytusu
- 100 ml wody
- kilka kropli ulubionego olejku eterycznego

Wszystkie składniki wymieszać, przelać do pojemnika z dyfuzorem i… wszystko dezynfekować.

* wpis ten powstał w czasie epidemii koronawirusa, gdy spirytus stał się towarem ważnym, pożądanym i deficytowym, a zapach spirytusu od napotkanego na ulicy czy w sklepie człowieka, nie był oznaką jego powrotu z suto zakrapianej imprezy, ale odpowiedzialności i dbałości o zdrowie swoje oraz innych,aa także przestrzegania obowiązujących zasad higieny.

2 komentarze:

  1. To prawda, spirytus teraz staje się symbolem przetrwania. Mam nadzieję, że jak najszybciej się z tego wszystkiego wygrzebiemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam taką nadzieję... "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie" - kiedyś na pewno:) A tymczasem trzymajmy się zdrowo:) Dziękuję za komentarz:)

      Usuń